 |
Wiele sfer
Mało gier
|
Zamknięty przez: Jedius 9 Baka Śro Mar 20, 2013 8:37 pm |
Rozdział I - W nowy świat |
| Autor |
Wiadomość |
Firanke
Tygrys

Wiek: 33 Dołączył: 07 Sty 2010 Posty: 645
|
Wysłany: Nie Cze 26, 2011 9:56 pm
|
|
|
Podczas przypadkowego trzepnięcia dziewczyny kolanem uśmechnąłem się przepraszająco w jej kierunku, by załagodzić ewentualny foch. Gdy już było po wszystkim rozejrzałem się po wnętrzu - tyle elektroniki. I może jeszcze on sam to zrobił? W takim razie jedno było pewne. To, że nie można tego spotkania tak po prostu zakończyć po wysadzeniu nas.
- Nazywam się Hiroshi Akaru. Hej... - zacząłem niewinnie - To wszystko twoje dzieło? Znasz się tak bardzo na majsterkowaniu i elektronice? - wyczekałem, aż uda mi się u niego wywołać pozytywną odpowiedź, może nawet jakąś przechwałkę.
- Znam...? Nie znam. - odparł szatyn, nachylając się trochę do szczeliny. - Potrafię zrobić tyle, ile mi jest potrzebne. Podłączenie kilku pasujących do siebie kabli to akurat nie jest nic trudnego.
Wtedy mogę przypieczętować to w ten sposób:
- To świetnie. Nie miałbyś nic przeciwko temu, by przekazać mi część tej wiedzy? Tobie przydadzą się ręce do pracy, a nam - wiedza. Wiedza, bez której pewnie zginiemy w tym świecie. Do tego tak jak w przypadku tego, że potrzebowałeś nas do poruszenia tego pojazdu - towarzystwo zawsze jest przydatne, czyż nie? - tutaj odwróciłem się i uśmiechnąłem jeszcze raz do Szy. Może mnie poprze? Dzieciaki w końcu nie lubią, gdy nie mają z kim się bawić.
Tym razem szatyn stęknął z lekkim niezadowoleniem.
- Na co mi ręce do pracy... co potrzebuję potrafię zrobić sam, a więcej gęb do wykarmienia... - zawiesił głos, spoglądając na swoją rękę na temblaku. Usiadł głębiej w krześle, ponownie oglądając się w waszą stronę na moment.
- Coś w ogóle potraficie? Czego tam was uczyli? W ogóle, ile wy macie lat? Pierwszy raz trafiam na kryptę, która faktycznie była zamknięta. Podobno. - ponownie zwrócił wzrok ku swojej rannej ręce, po chwili przekierowując go na leżącą osobę. - Wiecie cokolwiek o medycynie? Anatomii?
- To pojęcie względne. Matka Hitomi jest pielęgniarką, więc pewnie coś od niej się nauczyła. A ja do trzech lat temu łaziłem praktycznie regularnie z moim młodszym bratem do gabinetu, bo potrzebuje leków. - spojrzałem w stronę osoby pod kroplówką, a potem znów na Iaediusa - Potrafię zająć się takimi rzeczami jak skręcenia, złamania, poparzenia, anatomię znam, ale lekarzem nie jestem. Hitomi też nie. Lecz jak jesteśmy do czegoś potrzebni, to możemy spróbować. Na wszystkich zajęciach byliśmy najlepsi ze swoich grup, hehe.
- Mm-hm. - odrzekł "Jed", a raczej odmruknął spoglądając znów na jeden z monitorów. - Moja ręka jest... wybita z łokcia, czy jak to się zwie. Nie złamana. Potrzebuję kogoś, kto umiałby mi ją nastawić. Sam sobie niestety tego nie zrobię. - zwolnił jeszcze bardziej... właściwie, to chyba nawet się zatrzymaliście.
- A coś jeszcze? Broń palna? Chemia? O znajomość zwierzyny czy zwyczajów nawet nie pytam. - powoli obrócił się w waszą stronę razem z całym fotelem. Poprawił bandaż na głowie, znów się wam uważnie przyglądając.
- Nastawienie ręki? To się często zdarzało akurat u nas w krypcie. Hitomi pewnie bez problemu to zrobi, to rutynowy zabieg. Możemy to zrobić w każdej chwili, nawet teraz, o ile nie utrudni ci to jazdy. Na broni palnej się mało znam, bo narzędzia do zabijania nie były moją fascynacją. Tutaj raczej do mojego brata. Chemia... no, z tego ci którzy uważali na zajęciach na pewno znają podstawy, ale nic przełomowego. |
_________________ Hiroshi Akaru
Arcana: ?
> Karta postaci.
"You look like you were born with a face meant to deceive cute little girls in order to molest them, mr Pervert Hiroshi! Even I am having a hard time resisting it!"
OH, HEY, IT'S KASSIN! |
| Ostatnio zmieniony przez Firanke Nie Cze 26, 2011 10:33 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
|
Tidus
Jebany farciarz

Wiek: 32 Dołączył: 25 Paź 2010 Posty: 695
|
Wysłany: Nie Cze 26, 2011 10:22 pm
|
|
|
Po paru minutach i wielu uderzeniach ciałem o ściany pojazdu sytuacja się uspokoiła, podobnie zresztą jak nasz kierowca. Byliśmy bezpieczni, po raz chyba pierwszy przez cały dzień. Potarłem bark, któremu się oberwało gdy wyryłem o właz i odetchnąłem ciężko. Brat dosyć szybko zaczął socjalizację, a ja trzymałem mordę na kłódkę, rozglądając się. Faktycznie, imponujące. Ma nawet własną osobę przypiętą do kroplówki.
Starając się nie wwalać komuś w pół zdania, parę własnych obaw również wtrącam do dyskusji. Skrzywiłem się również na sam wydźwięk słowa 'praca' gdy Hiroshi próbował nas jakoś wepchnąć w łaski Jeda.
-Paręnaście kilometrów to cholernie daleko. Nie ma nigdzie bliżej jakichkolwiek osad? Na łażenie i próbowanie żyć z szabrownictwa raczej nie ma co liczyć zimą...Chyba, że panuje tutaj wieczna zima. Wtedy mamy srogo przekichane.
- Może i są, nie wiem. Wiecie, mapy są tylko sprzed wojny. Nie sądzę, by ktokolwiek tworzył takie z oznaczeniami wszystkich nowopowstałych zabudowań. - sięgnął do chusty, zdejmując ją z ramienia. Ręka obadła mu na kolano bezwładnie, w pozycji trochę odbiegającej od naturalnej. - Łatwiej jest coś zrobić na istniejących zabudowaniach niż tworzyć je od nowa. A z tego co wiem, Kantia została ochroniona przed atakiem nuklearnym. - zamilkł na moment, zamyśliwszy się. - I nie, zima nie jest tu wieczna. Właściwie, to dziś... jutro Nowy Rok. W każdym razie, jeśli uważasz że w zimie nie ma co zbierać, srogo się mylisz. Wielu jest takich, którzy nie dali rady mrozowi lub głodowi. Moim wręcz obowiązkiem jest wykorzystać ich sprzęt.
Na słowa brata o broni palnej wzruszyłem ramionami.
-Mogę trzymać wartę nocą, jeśli dasz mi coś o zasięgu większym niż nędzny pistolet, i tak mam cholernie duże problemy z zasypianiem. A o chemii wiem tyle ile wyczytałem na opakowaniach leków.-Na słowa Jeda o poległych parsknąłem śmiechem-Też racja, ale sprzętem to raczej byśmy się nie najedli. |
_________________
>Karta postaci. |
|
|
|
|
Hitomi
Czarna Mamba

Wiek: 34 Dołączyła: 18 Mar 2010 Posty: 354
|
Wysłany: Nie Cze 26, 2011 10:54 pm
|
|
|
Cholerne wstrząsy! Czy nie boli mnie już wystarczająco mocno ? Skupiłam się na złorzeczeniu w myślach kierowcy, ale szybko tego zaprzestałam przysłuchując się rozmowie, szatyna z blondaskiem. Ma wybitą rękę... nieciekawie. No w sumie widziałam kilka (naście) razy, jak mama nastawiała kości. Oczywiście z wielką chęcią bym mu pomogła, zwłaszcza, że nas uratował... starając się nas okraść i fundując mi macanie od dziecka... Tak czy siak, jakaś pomoc mu się należy, ale ja nie jestem w stanie tego teraz zrobić. Spojrzałam na sparaliżowaną rękę. Głupia sprawa, ale chyba będę musiała komuś wyjaśnić jak to zrobić.
-Umm... ja bardzo chętnie bym ci nastawiła tą rękę, ale widzisz... sama mam pewien problem z ręką. - Spojrzałam na Hiroshiego - Hircio, zrobimy tak. Ja ci wszystko wytłumaczę jak zrobić i ty to zrobisz. Oczywiście jeśli pan Jed nie ma nic przeciwko.
Jeśli nasz nowy znajomy zgodzi się, to mówię do Hirosiego - No to do roboty. - Taj jak zaplanowałam, tak też zrobiłam. Oboje podeszliśmy lub Jed podszedł do nas, stanęłam obok Hiroshiego i przywołując sobie to co mówiła i robiła mama, tłumaczę chłopakowi jak złapać za rękę i wszystko co było potrzebne do przeprowadzenia zabiegu. Jeśli się uda (mam nadzieję, że tak) to mówię do szatyna. - No, zrobione. Teraz tak... nie nadwyrężaj tej ręki przez jakieś dwa tygodnie, bo możesz sobie uszkodzić staw na dobre, jasne ? |
_________________ Hitomi Umeki
"You know what? Fuck you and your fucking game"
> Karta postaci. |
|
|
|
|
Firanke
Tygrys

Wiek: 33 Dołączył: 07 Sty 2010 Posty: 645
|
Wysłany: Pon Cze 27, 2011 2:15 am
|
|
|
Podszedłem wpierw do Szy, przyklęknąłem przy niej by zasygnalizować jej wyższość w tej rozmowie i zacząłem:
- Mam nadzieję, że nie gniewasz się za to przypadkowe szturchnięcie. Bardzo cię przepraszam. Czy przyjmiesz moje szczere przeprosiny? - spytałem uprzejmie, uśmiechając się i starając utrzymać kontakt wzrokowy. Jeżeli się zgodzi, wstaję i po podziękowaniu wracam do Hitomi, by nastawić rękę Iaediusa. Jeśli odpowiedź dziewczynki będzie negatywna, nadal się uśmiechając mówię "wrócimy do tego za chwilę, dobrze?" i i tak idę nastawić tą rękę. |
_________________ Hiroshi Akaru
Arcana: ?
> Karta postaci.
"You look like you were born with a face meant to deceive cute little girls in order to molest them, mr Pervert Hiroshi! Even I am having a hard time resisting it!"
OH, HEY, IT'S KASSIN! |
|
|
|
|
Cinek
Najszybszy poster na dzikim zachodzie

Wiek: 36 Dołączył: 29 Kwi 2011 Posty: 378
|
Wysłany: Pon Cze 27, 2011 10:28 am
|
|
|
Elegancko, im dalej od tej krypty i jej okolicy, tym lepiej. Rzuciłem torbę pod włazem, po czym usiadłem obok niej na podłodze. Wyciągnąłem pistolet Zerial Z5, po czym wymieniłem w nim magazynek i schowałem go do torby razem z drugą bronią, którą miałem. Nie miałem zielonego pojęcia o zasadach, jakie panują w tej całej Kantii, musiałem być przygotowany na wszystko.
Odetchnąłem z ulgą. Póki co jestem bezpieczny, o pracę chyba nie będę musiał się bać, najwyżej zacznę kraść. Poza tym, może ten cały Hiroshi nam coś załatwi, w końcu zaczął gadać już z tą kaleką za sterami. Miałem jedynie nadzieję, że nie będzie chciał się mnie pozbyć z drużyny, mógłbym sobie nie poradzić w pojedynkę. Zresztą, co będzie, to będzie.
-Jestem Desmond, mam szesnaście lat - odpowiedziałem zdawkowo na pytanie "Jeda", przekrzywiając głowę i patrząc na postać leżącą na krzesłach. -Jeśli chodzi o te bzdury jak chemia czy fizyka... Nieszczególnie uważałem na lekcjach. Mówiąc szczerze, to zaliczałem egzaminy tylko i wyłącznie dzięki swoim... em... "innym umiejętnościom". Biłem się też trochę po kiblach jak ktoś miał do mnie jakiś problem, myślę więc że mogę się przydać. Jeśli chodzi o moje zalety... jestem niepokonany. To chyba tyle. |
_________________ > Karta postaci. |
|
|
|
|
Vaynard
Kto? Zabłąkana duszyczka.

Wiek: 35 Dołączył: 15 Wrz 2009 Posty: 127 Skąd: Tczew
|
Wysłany: Wto Cze 28, 2011 12:48 pm
|
|
|
Słuchałem spokojnie wymiany zdań, zaś na pytanie co potrafię zastanowiłem się co odpowiedzieć, zwłaszcza, że niemal każdy potrafi coś użytecznego.
-Mam na imię Vaynard i mam siedemnaście lat. A co potrafię? Cóż... jestem dość silny i potrafię nieźle komuś przypierdolić, na broni palnej nie znam się w ogóle, a co do tego co nauczyli mnie w krypcie... niewiele zazwyczaj uważałem na zajęciach, większość czasu spędzałem na siłowni. A tak to jeszcze z innych rzeczy to potrafię znieść całkiem niezły wycisk fizyczny, nigdy się nie oszczędzałem w takich pracach.
Zaczynam wątpić czy będę użyteczny gdziekolwiek w tym nowym poza kryptowym życiu. |
_________________ > Karta postaci. |
|
|
|
|
Jedius 9 Baka
Pierdolony leń

Wiek: 35 Dołączył: 26 Lut 2009 Posty: 1396
|
Wysłany: Wto Cze 28, 2011 9:16 pm
|
|
|
- Wartę. Jasne. - facet mruknął, odwijając chustę by całkiem pozbyć się jej z ręki. Nikogo uwadze nie umknął fakt, że całą lewą dłoń miał zakrwawioną. - To brzmi zupełnie, jakbym wam ufał. Jest was piątka, do tego każdy z was ma broń. - rzucając niedbale chustę w bok, wstał podchodząc do waszej grupy. schylił się mocniej, przekraczając próg do tylnej części pojazdu. Po wysłuchaniu słów Hitomi podwinął rękaw i wyciągnął lewą rękę w stronę Hiroshiego - jeśli można do było nazwać wyciągnięciem. Faktycznie źle to wyglądało, jakby ktoś przyczepił mu przedramię w złym miejscu. W ogóle, to miał na ręce jakiś... karwasz. Metalowa konstrukcja z kilkoma przyciskami, pokrętłami... i dużym ekranem. Wyglądało na to, że to właśnie spod niego wydobywała się krew, która zakrzepła na dłoni. Sza w tym czasie strzeliła fochowe "phm!" ku starszemu Akaru, odwracając głowę w bok, wciąż trzymając się obiema dłońmi za czoło.
- Nie, nie utrudni mi to jazdy, nie, nie mam nic przeciwko. Na wodzie i tak nie da się tym kierować.
"Na wodzie"? Znaczy się, dryfujecie? Mogło to być wyjaśnienie braku wstrząsów w ostatniej minucie. Tyle, że nie słyszeliście żadnego plusku, czy coś. Wciąż tylko monotonne warczenie silnika.
Hiroshi zabrał się do nastawiania ręki, podążając ściśle za wskazówkami Hitomi. Odpowiedni chwyt, ścisk... Za pierwszym razem chyba się udało. Chyba, bo wrzask, który wydobył się z ust Iaediusa początkowo wcale nie wskazywał na powodzenie. W każdym razie, ręka wyglądała w porządku.
Jego złorzeczenie i jęczenie trwało chwilę czasu, ale widać było w końcu, że odzyskał kontrolę nad kończyną. Prostował i zaciskał co chwila dłoń, z ciągłym wyrazem bólu na twarzy. Do tego parsknął na ostatnią wypowiedź dziewczyny.
- Nadwyrężać? Dwa tygodnie? Oczywiście, że będę! Ja pier... Od tego ją mam, nie będę się zach... zachowywać jak jakiś kaleka! - zagryzł po tym wargę, słuchając słów reszty waszej drużyny. Cofnął się na swój fotel, prawą dłonią cały czas ściskając lewy łokieć.
- ...niepokonany. - znów mruknął pod nosem, po dłuższym czasie. Poczuliście w tym momencie lekkie "pchniecie" naprzód. Pojazd zatrzymał się, chyba natrafiając na brzeg. "Jed" schylił się, podnosząc z ziemi ów długi pistolet, który musiał tu upuścić przy wsiadaniu, po czym odwrócił się wraz z fotelem ponownie naprzód. Pociągnął za dźwignię, poruszył nogami... transporter znów ruszył naprzód wraz z modulacją tonu warczenia silnika.
[ BGM: Salve, terrae Magicae ]
- ...ciągle jestem głodna. - po dłuższym czasie jady, głos Szy przerwał panującą wewnątrz niemowę. Hiroshi i Hitomi zaczęli już odzyskiwać władność odmrożonych kończyn. Wciąz były one drętwe, ale... mogli nią poruszać. Powróciło też czucie, ale to akurat nie było dobrą stroną. Do tego zaczęło się robić trochę dusznawo. Nawet bardzo dusznawo. Wystarczająco, by Florance zaczął odczuwać zawroty głowy. Chyba jako jedyny. Cóż, transporter raczej nie był wyposażony w klimatyzację.
- Pech. Musisz wytrzymać, nic nie mam. - odpowiedział Iaedius tonem, który wcale nie brzmiał na zadowolony. - Może gdyby te pieprzone krypty nie były... - zawiesił głos, po czym gwałtownie zahamował. Każdy z was, kto w tym momencie nie siedział bądź się czegoś nie trzymał, padł plackiem na ziemię. "Jed" przełączył dźwignię, cofnął kawałek i znów się zatrzymał. Wstał po tym z miejsca udając się trochę bliżej progu dzielącego pojazd na dwie części i... sięgnął do czegoś na suficie. Metal skrzypnął, a po chwili z góry wpadło do środka światło słoneczne. A wraz z nim, świeże powietrze. Szatyn wstał, wyglądając przez - jak się okazało - góry właz. Jęknąwszy przeciągle, rzekł "coo?" sam do siebie. Schylił się, przeszedł wewnątrz trochę do przodu przełączając coś na panelu... silnik zgasł.
- Pięć minut przerwy. Jak ktoś musi za potrzebą, to prędko. pociągnij wajchę w dół, jak chcesz otworzyć. - skinął głową w stronę tylnego włazu. Chwilę po tym zdjął "zabezpieczenie" z jednej z szafek i wyjął z niej... karabin? Długa lufa, kolba, luneta... karabin snajperski. Jednak liczne ślady rdzy, zakrzepłej krwi oraz wiele miejsc oklejonych taśmą klejącą wcale nie dawały tej broni wrażenia groźnej. Szatyn uniósł też z podłogi strzelbę, którą miał na wyposażeniu wcześniej, w krypcie. Umiejscowił ją na plecach, karabin wziął w rękę... i chwyciwszy się krawędzi głównego włazu, wyszedł ze środka.
Sza odpięła swoje pasy, choć sprawiło jej to trochę problemu - może nie były one nadmiernie skomplikowane, ale widać, że brakowało jej siły. Na jej czole uformował się ciemny guz, z czego widać wcale nie była zadowolona.
- No idź... cie. - burknęła czekając aż zrobi się luźniej by zejść z krzesła. Z zewnątrz zaś, przez właz dało się słyszeć niezadowolone pomrukiwania Iaediusa. |
|
|
|
|
Firanke
Tygrys

Wiek: 33 Dołączył: 07 Sty 2010 Posty: 645
|
Wysłany: Wto Cze 28, 2011 9:56 pm
|
|
|
Jak zobaczyłem ten siniak to zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio. Nie wiedziałem, że uderzyłem aż z taką siłą. Dobra, może i jest dzieckiem ale to kobieta. Z tego co wiem, kobiety lubią strzelać "focha". I najlepszy sposób na załagodzenie focha to... komplementy, o! Więc...
- Oj... aż tak cię uderzyłem? - powiedziałem zmartwionym głosem - No nie... ten siniak nie powinien mieć miejsca na tak pięknej twarzy. Ale dwa dni i już będzie jak gdyby nigdy nie powstał. Przynajmniej nie ujmuje twojej urodzie, heh heh. - no, chyba tyle starczy. Spojrzałem po reszcie i stwierdziłem - Nie potrzebuję wychodzić, więc posiedzę tu to pięć minut. Poza tym, wolę nie wystawiać tego odmrożenia na niższe temperatury. |
_________________ Hiroshi Akaru
Arcana: ?
> Karta postaci.
"You look like you were born with a face meant to deceive cute little girls in order to molest them, mr Pervert Hiroshi! Even I am having a hard time resisting it!"
OH, HEY, IT'S KASSIN! |
|
|
|
|
Tidus
Jebany farciarz

Wiek: 32 Dołączył: 25 Paź 2010 Posty: 695
|
Wysłany: Wto Cze 28, 2011 10:16 pm
|
|
|
Matuchno, jak tu parno! W sumie trudno się dziwić, osiem osób w jednym małym pojeździe. Przytknąłem sobie dłoń do ust by w razie nagłego odruchu wymiotnego wywołanego zawrotami głowy wywołanymi brakiem tlenu nie rzygać naszemu dobroczyńcy po sprzęcie.
Gdy otworzył on właz odetchnąłem z ulgą, wdychając zimne powietrze i ponownie zbierając się ze ściany pojazdu na której wylądowałem po hamowaniu. Kątem oka zobaczyłem, jak szatyn wyciąga...karabin snajperski? Zdecydowanie niepierwszej młodości, ale solidny. Zauważył coś na zewnątrz?
Rozsiadłem się na podłodze, by w razie kolejnego 'machnięcia' rozłożyć się na niej delikatnie zamiast robić za plakat instant. Westchnąłem ciężko i rozejrzałem się ponownie po otoczeniu. Chciałem już coś rzucić, gdy mówił o zaufaniu, ale dyskusja nagle się urwała. Siedzę więc cicho i nie do końca wiem, co ze sobą począć. |
_________________
>Karta postaci. |
|
|
|
|
Hitomi
Czarna Mamba

Wiek: 34 Dołączyła: 18 Mar 2010 Posty: 354
|
Wysłany: Śro Cze 29, 2011 1:06 am
|
|
|
Słysząc słowa Iaediusa, zmrużyłam oczy i powiedziałam, a raczej warknęłam na niego. - Kaleką to ty będziesz jeśli nie będziesz robić tego co ci mówię! Jeśli ci zależy na tej ręce, to nie masz jej przeciążać! - Po tych słowach zajęłam jedno z wolnych miejsc i nie odzywałam się do nikogo.
*****
Wyjść za potrzebą... mam wrażenie, że tam na zewnątrz coś tylko czeka by na nas napaść... z dobrych rzeczy zaczyna mi wracać czucie w ręce, a to dobry znak. Popatrzyłam na czoło dziewczynki, a następnie przysłuchałam się słodkim słowom dziewczyn-, znaczy się Hiroshiego. Gdy chłopak skończył mówić, podeszłam do wyjścia z pojazdu i spojrzałam na pozostałych.
- Idę rozprostować nogi, Hiroshi, pójdziesz ze mną, prawda ? - Uśmiechnęłam się do niego słodko - Prawda ?. Jeśli wie co dla niego dobre, to wyjdzie ze mną. Jeśli nie... Poczekam jednak na jego odpowiedź. O ile wyjdziemy z pojazdu, mówię do chłopaka
- Nie przystawiaj się do małej - Niech myśli sobie co chce, ale nie mam zamiaru oglądać jak się ślini na to biedne dziecko. |
_________________ Hitomi Umeki
"You know what? Fuck you and your fucking game"
> Karta postaci. |
|
|
|
|
Firanke
Tygrys

Wiek: 33 Dołączył: 07 Sty 2010 Posty: 645
|
Wysłany: Śro Cze 29, 2011 2:35 am
|
|
|
Spojrzałem na Hitomi. Rozprostować nogi? Ale śnieg. Śnieg wszędzie. A ja mam odmrożoną nogę.
- Nie chcę tej odmrożonej nogi jeszcze bardziej wystawiać na chłód, jeśli to nie jest potrzebne. Wiesz dobrze, jak działają odmrożenia. Nie uśmiecha mi się trwałe uszkodzenie tkanek. Powiedz mi lepiej, jak się trzymasz? Biorąc pod uwagę... to wszystko.
Zmrużyłam oczy patrząc na Hiroshiego. Skrzyżowałam ręce na piersi i przestałam się uśmiechać.
- Wiem o odmrożeniach więcej niż ty. Za mną, Akaru.
Po tych słowach wyszłam z Pojazdu, rozglądnęłam się, a następnie stanęłam z boku pojazdu, starając się wytrzymać... jeszcze chwilkę.
Westchnąłem. Czemu wszyscy muszą być tacy uparci? I jak wie więcej o odmrożeniach, to powinna wiedzieć, że NIE wystawia się ich niepotrzebnie na skrajne temperatury. Ale jak się nie ruszę, to znając ją zrobi awanturę na całą okolicę. Chyba nic się nie stanie, jak wyściubię nogę na chwilę. Dość niechętnie, ale ruszyłem się z miejsca i skierowałem w stronę wyjścia.
- Jesteś taka uparta. - stwierdziłem na zewnątrz.
Poczekałam aż chłopak wyjdzie i stanie blisko mnie, na jego słowa odpowiadam tylko ostrym spojrzeniem. Milczałam przez chwilę, można powiedzieć nawet, że przez dość długo. Wreszcie się odezwałam.
-One nie żyją, prawda ? - Czułam jak łzy napływają mi do oczu, ale postanowiłam, że nie będę płakać, nie teraz, nie tutaj...
- Nikt... nic nie mogło oprzeć się takiej eksplozji. - odpowiedziałem krótko. Nie chcę bardziej poruszać tego tematu, ale lepiej, by wiedziała już teraz, jaka jest prawda.
Łzy same zaczęły płynąć, nie chciałam tego... ale nie mogłam na to nic poradzić. Ukryłam twarz w dłoniach. Chciałam rzucić się w ramiona Hiroshiego, płacząc i krzycząc. Nie zrobiłam tego, tylko stałam i płakałam, żałując że nie umarłam tak z moją rodziną.
Nie miałem innego wyboru jak objąć dziewczynę i pozwolić jej się wypłakać. Skoro już powiedziałem jej to, to lepiej, by wiedziała też kolejną ważną rzecz.
- Jakkolwiek to podle brzmi - musisz się przyzwyczaić. Widziałaś, co się stało z Aacvi. I gdybyśmy nie zdążyli z tym pojazdem, zginęlibyśmy tam zaraz po upadku. Zapewne jeszcze nie jedna osoba do której się przywiążemy zginie i nie będziemy mogli nic na to poradzić. Możemy z całych sił starać się tego uniknąć, ale nie możemy już sobie wmawiać, że wszystko zawsze będzie dobrze.
Zesztywniałam kiedy Hiroshi mnie objął, ale po chwili objęłam go mocno i starając się opanować szloch, słuchałam tego co mówi, a przynajmniej starałam się słuchać. Miał rację, nic nie będzie już takie jak było. - N-N-Nie chce już n-nikogo stracić - Przytuliłam go mocno i dodałam cichutko - Nie chce stracić ciebie.
- Heh, nie mów tak bo aż mi się głupio robi. Nie planuję ginąć w najbliższym czasie. Teraz zamiast zamartwiać się musimy skupić się na tym, by znaleźć miejsce w tym świecie, chociaż na chwilę, by poukładać naszą sytuację. Więc jak? Ocierasz łzy i wracamy? Im dłużej będziemy o tym rozmyślać, tym bardziej będzie nas to męczyć.
Kiwnęłam głową. Miał racje, to nie czas na rozklejanie się. Puściłam chłopaka, po czym stanęłam i otarłam łzy. Patrzyłam na ziemię, nie chciałam by widział mnie całą zapłakaną. Spojrzałam na jego nogę
- Chodźmy... nie che by coś jeszcze ci się w nią s-stało z mojej winy - Przed wejściem do pojazdu złapałam blondyna za rękę i powiedziałam mu do ucha - Uważaj co mówisz do małej, bo jej brat może to źle odebrać - Po tych słowach weszłam do pojazdu, usiadłam i starałam się wyglądać, jakbym nie płakała.
Przytaknąłem tylko z lekkim zakłopotaniem i wszedłem z powrotem do środka. |
_________________ Hiroshi Akaru
Arcana: ?
> Karta postaci.
"You look like you were born with a face meant to deceive cute little girls in order to molest them, mr Pervert Hiroshi! Even I am having a hard time resisting it!"
OH, HEY, IT'S KASSIN! |
| Ostatnio zmieniony przez Firanke Śro Cze 29, 2011 7:08 pm, w całości zmieniany 5 razy |
|
|
|
|
Vaynard
Kto? Zabłąkana duszyczka.

Wiek: 35 Dołączył: 15 Wrz 2009 Posty: 127 Skąd: Tczew
|
Wysłany: Śro Cze 29, 2011 1:49 pm
|
|
|
| Jak miło, można trochę rozprostować kości, więc... wyszedłem z transportera, a żeby się trochę poruszać, nie mam żadnej potrzeby, poprostu chciałem odetchnąć. Spaceruje w pobliżu pojazdu, nie chcę odchodzić za daleko, przeciągnąłem się kilka razy i rozejrzałem dookoła. Znów coś się dzieje, bo Jed wyciągnął ten cały karabin. Swoją drogą sporo ma tutaj tego sprzętu. Ciekawy jestem czym nas jeszcze zaskoczy. A co do tej całej Szy, nie wiem dlaczego, ale dzieci mnie strasznie irytują. Ciekawi mnie też, czy nas dobroczyńca ma tutaj przenośną siłownię, skoro ma tyle tego wszystkiego to może i ma coś do ćwiczeń? Po krótkim spacerze przy transporterze przeciągnąłem się jeszcze raz porządnie przy wejściu i wszedłem do środka bez słowa zajmując swoje miejsce. |
_________________ > Karta postaci. |
|
|
|
|
Cinek
Najszybszy poster na dzikim zachodzie

Wiek: 36 Dołączył: 29 Kwi 2011 Posty: 378
|
Wysłany: Śro Cze 29, 2011 7:58 pm
|
|
|
| Kiedy dotarliśmy do miejsca, gdzie Jed zarządził krótką przerwę, z ulgą podniosłem się z podłogi i wygiąłem w tył, rozprostowując kości. Kopnąłem torbę gdzieś na bok, żeby nie przeszkadzała, po czym wyszedłem przez otwarty właz na zewnątrz. Przez chwilę chodziłem powoli obok pojazdu, pozwalając moim płucom delektować się świeżym powietrzem. Kiedy już poczułem się lepiej, odszedłem kilka metrów na bok i odlałem się, pogwizdując sobie wesoło. Po zakończeniu "użyźniania gleby" swoim moczem, który być może gdzieś daleko wzbogaci kiedyś czyjeś warzywa wartościowymi solami mineralnymi i doda im lepszego smaku, zawracam do pojazdu. Czekam aż wszyscy wsiądą, sam robiąc to jako ostatni. Po zamknięciu włazu usadawiam się wygodnie na swoim starym miejscu, po czym staram się chwilę zdrzemnąć. Zastanawiałem się, kiedy zacznę być głodny... |
_________________ > Karta postaci. |
|
|
|
|
Jedius 9 Baka
Pierdolony leń

Wiek: 35 Dołączył: 26 Lut 2009 Posty: 1396
|
Wysłany: Czw Cze 30, 2011 9:25 am
|
|
|
Komentarz dotyczący bycia kaleką został nagrodzony jedynie machnięciem ręki. Iaedius mruknął także kilkakrotnie coś o tym, że "gdyby miał jej nie używać, to równie dobrze nigdy nie musiała być nastawiana". Ani jednego słowa o znaczeniu podobnym do "dziękuję".
*****
[ BGM: Wciąż "Salve, Terrae Magicae" ]
Kopnięta torba wsunęła się pod krzesła po lewej. Otwarcie tylnego włazu spowodowało buchnięcie do wewnątrz mas mroźnego, orzeźwiającego powietrza. Rampa opadła na asfalt, a raczej na jego resztki przykryte śniegiem. Poza koleinami "waszego" pojazdu, jedynie barierki mogły świadczyć, ze znajduje się tu jakakolwiek droga.
Sza opuściła wzrok po słowach Hiroshiego. Ciche "nic się nie stało" zostało wypowiedziane tuż przed tym, jak zaczęła się przeciskać w stronę wyjścia. Dwójka silniejszych z waszej grupy już była wtedy na zewnątrz.
Z prawej strony transportera było łyse wzgórze, trochę dalej polana. Z lewej, wysoki las iglasty. Za transporterem... poza długą drogą wijącą się jak wstęga na białym polu, daleko, daleko stąd... widzieliście pasmo górskie. Jeden ze szczytów zwieńczony był ogromną, czarną chmurą o kształcie odwróconego stożka. Czy to był... wasz dawny dom?
Przed transporterem zaś znajdował się most. Długi, potężny, stalowy most linowy, zwieszony nad głębokim kanionem. Wyglądało na to, że jest w połowie zerwany. Cała konstrukcja skrzypiała głośno pod wpływem podmuchów wiatru, co wcale nie dawało jej wrażenia stabilności. Nie było mowy na to, żeby transporterem dostać się na drugą stronę, ale piechotą chyba było to możliwe. Tylko właściwie po co, co mogło tam być? Stąd nie widzieliście nawet, co znajduje się na drugim brzegu.
Iaedius siedział na dachu transportera. Podpierając ręce na kolanie spoglądał przez lunetę karabinu w dal, rozglądając się co chwila. Raczej nie celował do niczego konkretnego, po prostu korzystając z lunety badał teren wokół was. Największą ilość czasu poświęcił na obserwowanie właśnie drugiej strony mostu. Ciężko było powiedzieć czy cokolwiek tam zauważył, bo po jego minie nie było widać żadnych emocji.
Desmond i Vaynard będący na zewnątrz mogli "przypadkiem" zasłyszeć rozmowę Hitomi i Hiroshiego. Jedynie Drizzle dał po tym upust części swych potrzeb fizjologicznych. Sza minąwszy ich wszystkich pobiegła w stronę pobliskiego lasu, ukrywając się za jednym z drzew. "Jed" westchnąwszy odczepił coś z dachu i wrzucił do wnętrza transportera. Pogięty drut z licznymi prostopadłymi żebrami chyba kiedyś był anteną. Wygląda na to, że wywrotka nie posłużyła jej specjalnie. Cały pojazd zresztą nie wyglądał najlepiej. Liczne rysy przecinały zdarty biały napis "TM-32 ALASTOR" na jego lewej burcie (po zewnętrznej oczywiście stronie). Z prawej takiego napisu nawet nie było. Był tam za to czarny ślad po eksplozji, z niemałym wgnieceniem. Prawdopodobnie to właśnie było to, co usłyszeliście tuż po wystartowaniu, podczas ucieczki. Ponadto, na prawej burcie nie było ani jednej torby czy wora na wzór tych po lewej. Albo nigdy ich tam nie było, albo zostały stracone podczas ewakuacji. Szatyn zeskoczył z transportera podchodząc do mostu, by potem spojrzeć w dół urwiska. Następnie, ze swojej nowej pozycji, znów spojrzał przez lunetę karabinu na drugą stronę mostu.
Sza wracała już do transportera. Weszła do środka, a zastawszy w środku Hiroshiego od razu przeniosła wzrok na postać owiniętą kołdrą. Podeszła do niej, pochyliła się lekko nad nią złapawszy za brzeg krzeseł i zaczęła się lekko kołysać na jednej nodze. Zupełnie, jakby wiedziała co robi. Kiedy Vaynard i Desmond także powrócili, po prostu wróciła na swoje miejsce na krześle po lewej, siłując się z zapięciem pasów. Jakąś minutę później i "Jed" pojawił się wewnątrz, wskakując przez górny właz. Kopnął pogiętą antenę na bok, odwracając się w waszą stronę. I przyglądał się chwilę, zanim się odezwał.
- Mogę wam zaufać...? - spytał powoli, opierając karabin o ścianę pojazdu. To samo zrobił ze strzelbą po ściągnięciu jej z pleców. Sięgnął do zapięcia, zdejmując szelki z torbami i kaburami, które miał na koszuli. - Widzicie... potrzebuję na chwilę zniknąć. Przez most się nie przejedzie, a po drugiej stronie leży kilka osób... w towarzystwie dzikich psów. Pewnie zagryzieni podczas snu. - rzucił całe oporządzenie na fotel kierowcy. - Kto wie, może mieli kilka konserw. No, w każdym razie dobrze by było, gdyby ktoś zaopiekował się w tym czasie Alastorem. Nie kradnąc. I nic nie ruszając. - oznajmił z dużym naciskiem na dwa ostatnie zdania. Następnie wskazał stojącego najbliżej Hiroshiego. - I będę potrzebował tego.
Chwila zastanowienia pozwoliła się domyśleć, że nie chodziło mu o chłopaka, a raczej o kamizelkę, którą ten ma na sobie. W pewnym momencie Iaedius odwrócił się, kichając głośno w swój rękaw.
Zaczęło być już chłodnawo, nawet bardzo. Zapewne dlatego, że oba włazy były wciąż otwarte. |
|
|
|
|
Cinek
Najszybszy poster na dzikim zachodzie

Wiek: 36 Dołączył: 29 Kwi 2011 Posty: 378
|
Wysłany: Czw Cze 30, 2011 8:41 pm
|
|
|
Słuchałem Jeda w skupieniu. Sytuacja nie wyglądała zbyt ciekawie przez ten zerwany most, prawdziwa walka o przetrwanie dopiero się zaczęła. Zanim dotrzemy do pozornie bezpiecznego miasta, możemy zostać zabici nie tylko przez dzikie bestie... pogoda, kapryśna natura i brak pożywienia mogą zjednoczyć siły i skutecznie się nas pozbyć, co nie byłoby zbyt fajne. Kiedy usłyszałem o psach, niewiele się zastanawiając wstałem, krzyżując ręce na piersi.
-Jeśli idziesz walczyć, to idę z tobą - powiedziałem, tonem głosu dając wyraźny znak, że nie przyjmuję sprzeciwów. -Sam możesz sobie nie dać rady, nie wyglądasz na zbyt silnego. We dwójkę nie damy się zajść od tyłu, poza tym jak omsknie ci się noga to nikt cię na tej śniegowej puszczy pewnie nie zdąży uratować. Zresztą, muszę poćwiczyć trochę strzelanie z broni palnej, bo cholernie mi się to spodobało.
Schyliłem się do swojego bagażu, aby wyjąć broń, dalej dając znak, że niezbyt obchodzi mnie zdanie tego chłopaka. Nikt nie będzie mi rozkazywać, idę tam z własnej woli. |
_________________ > Karta postaci. |
|
|
|
|
|
|
smartDark Style by urafaget Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |