 |
Wiele sfer
Mało gier
|
|
Rozdział I: The Blue Core |
| Autor |
Wiadomość |
Jedius 9 Baka
Pierdolony leń

Wiek: 35 Dołączył: 26 Lut 2009 Posty: 1396
|
Wysłany: Śro Lut 10, 2021 11:21 pm
|
|
|
O kurwa... to przecież Ruda, tylko już nie ruda. Krótko po wyjaśnieniu najemnika miałem niedługi moment samorealizacji - w jaki sposób niewielkie zmiany twarzy które całkiem nie dotyczą rysów a jedynie barw, mogą znacząco utrudnić rozpoznanie. To jest coś, co być może powinienem teraz jakoś wykorzystać na własną korzyść. Być może nawet dało mi to pewien pomysł na przyszłość. Poniekąd, to kolejny temat który będę musiał rozprawić z Aquato.
Sięgnąłem do maski gdy zostało mi zaproponowane zdjęcie jej, ale zatrzymałem dłoń gdy tylko stary powiedział "no nie wiem". Przyprowadziłem kogoś? Niby kogo? Odruchowo spoglądam tam, gdzie i on zerknął, bardzo niedługo szukając wzrokiem kogokolwiek, kto mógłby obserwować mnie - bardziej niż faktycznie kierować tam głowę wykorzystuję szeroki kąt spojrzenia cybernetycznych oczu, by też od razu potencjalnego stalkera nie przepłoszyć. Zaraz jednak wracam wzrokiem do rozmówcy, wzdychając na usłyszane od niego wieści.
- Ten skok powinien zostać mianowany największą porażką tej dekady. Ciężko mi uwierzyć, że węże miały tak słaby wywiad. Tym bardziej, że kilkumetrowy, mięsny czołg wydaje mi się być elementem ciężkim do ukrycia. Ale co ja tam wiem. - machnąłem ręką. Przeleciało mi przez myśl jak gorące będą piekielne ognie w których będę się za to smażył. - Nie mam planu. Ciężko mieć plan, kiedy nie miało się nawet nadziei dożycia dzisiaj. - oparłem oba łokcie o blat, zwieszając głowę nad kieliszkiem. - Na ten moment pracuję nad zgubieniem ogona i... medycznymi sprawami. Ale w temacie przyszłości mam póki co tylko to spotkanie. - uniosłem powoli kieliszek i obróciłem się tak, by być przodem do rozmówcy. - Nie szukasz nowych ludzi? |
_________________ . . . |
|
|
|
|
Tidus
Jebany farciarz

Wiek: 32 Dołączył: 25 Paź 2010 Posty: 695
|
Wysłany: Sob Lut 13, 2021 1:04 am
|
|
|
Michael spokojnym gestem odebrał wizytówkę i się jej przyjrzał. To znaczy, próbował zrobić to spokojnie, bo serce mu się zatrzymało gdy tylko android wyciągnął broń.
-Cóż, gdyby był w swojej funkcji gorszy, pewnie byłbym teraz mokrą plamą w tamtym magazynie. - powiedział, po czym schował wizytówkę do portfela. Android za garść informacji. Nierówny układ. Przecież taka prototypowa technologia była bezcenna w porównaniu do wszystkiego innego, co można byłoby ukraść Korpo. Czy Serpenci byli tak głupi...czy też Gallows na tyle przebiegli, że wiedzieli, komu i jakie informacje sprzedać, by mieć czyste ręce i wygrać tę loterię?
-Andro, odłóż broń. Nie będziemy już panom wchodzić w drogę. Miłego dnia i do usłyszenia. - stwierdził inżynier, wychodząc z windy i kierując się do wyjścia z pomieszczenia. Trzeba znaleźć kącik, by zamówić taksówkę i poczekać. Jak Gallows pojadą gdzie tam sobie chcą, można też spytać androida, kto to dokładnie do cholery jest. |
_________________
>Karta postaci. |
|
|
|
|
Cinek
Najszybszy poster na dzikim zachodzie

Wiek: 36 Dołączył: 28 Kwi 2011 Posty: 378
|
Wysłany: Sob Lut 13, 2021 11:47 am
|
|
|
Irn Yankobe
Odruchowo podążyłeś wzrokiem w stronę głównej drogi, zatrzymałeś się jednak w połowie ruchu - mogłeś w ten sposób zdradzić się z faktem iż wiesz, że ktoś cię śledzi i obserwuje. Zamiast bezpośredniego spojrzenia wykorzystałeś implanty swoich oczu, ukryte za okularami. Dzięki zaawansowanej technologii swoich wszczepów przybliżyłeś i skorygowałeś obraz końca alejki. Dostrzegłeś, iż o róg budynku znajdującego się przy przecięciu uliczki z główną drogą, stoi oparta jakaś postać. Miała na sobie długi płaszcz i kaptur i stała odwrócona do ciebie plecami. Widziałeś jej niespełna połowę - reszta schowana była za ścianą - jednak wydawało się to zbyt oczywiste, że na coś lub kogoś czeka z założonymi rękami. Z obserwacji wyrwał cię okrzyk licznej widowni po drugiej stronie, najwyraźniej podekscytowanej przebiegiem jakiejś walki. Kiedy zerknąłeś w stronę końca uliczki po raz kolejny, postaci już tam nie było. Zaraz po tym kontynuowałeś rozmowę z najemnikiem. Ten ze spokojem słuchał co masz do powiedzenia, bez pośpiechu delektując się swoją kolacją.
- Większość chłopaków, których zatrudniałem, zginęła wczoraj z rąk tego monstrum... ostatni z nich zrezygnował dzisiaj rano. To było dla niego za dużo - powiedział mężczyzna, przerywając na chwilę posiłek. Wyglądał w tej chwili na naprawdę zmęczonego. - Sam w życiu nigdy czegoś takiego nie widziałem, a widziałem naprawdę dużo... Zastanawiam się, czy to nie najlepsza pora, aby przejść na emeryturę.
Najemnik zamilkł, wpatrując się w zawartość swojej miski. Po chwili wziął z blatu kufel i kilkoma haustami dopił swoje piwo.
-Niestety nie mam ci niczego do zaoferowania, a przynajmniej teraz. Mógłbym skontaktować cię z pewnymi osobami, jednak jeśli nie jesteś prawdziwym weteranem pola walki, najprawdopodobniej skończysz jako mięso armatnie. Ze swoją profesją powinieneś poszukać pracy u kogoś innego. Judy z momentem wydania na nią listu gończego również straciła swojego głównego pracodawcę, jakim był gang White Serpents...
Najemnik wyciągnął z kieszeni kurtki jakiś przedmiot, mniej więcej wielkości dużego długopisu, po czym położył go przy tobie na blacie. Kiedy bliżej mu się przyjrzałeś, było to coś w rodzaju niedużej tubki z tłoczkiem po jednej stronie. Wyglądało to jak strzykawka błyskawicznego użytku - przystawiasz do skóry, naciskasz i po chwili gotowe.
- Jedyna pomoc jaką mogę ci teraz zaoferować, to odsprzedanie jednego ze stymulantów, które akurat ze sobą mam. 500 kredytów. Podbija refleks i adrenalinę, działa około dwie minuty. Nie kupisz tego w normalnym sklepie, a już na pewno nie w tej cenie. Przyda ci się w wypadku zasadzki... Niestety, nie będziemy mogli ci towarzyszyć w dalszej wędrówce. Zwiększyłoby to ryzyko wykrycia Judy, a jej bezpieczeństwo to teraz dla mnie, jako jej ochroniarza, priorytet.
Dziewczyna dalej jadła, nie odzywając się ani słowem. Na jej twarzy widać było jednak walkę z myślami. Chciałbyś wierzyć, że nie chciała zostawiać cię samego, z jej ust jednak nie padły żadne słowa. Być może bycie ściganą było dla niej pierwszym tego typu doświadczeniem i strach przed aresztowaniem bądź walką z łowcami głów nie dawał za wygraną. Wyglądało na to, że dalej będziesz zdany na samego siebie, a przynajmniej dopóki nie spotkasz się z Michaelem.
Michael Aquato
Lekko drżącą ręką odebrałeś wizytówkę od mężczyzny. Nawet twoje implanty w mózgu nie mogły zoptymalizować tak gwałtownego skoku adrenaliny, w ciągu kilku sekund jednak twoje samopoczucie wróciło do normy. Jak ręką odjął. Przyjrzałeś się czarnej wizytówce, przedstawiającej imię, nazwisko, zawód i nazwę firmy jegomościa: Marshall Parker, Specjalista ds. księgowości, Blue Moon Enterprise. Był tam też numer telefonu, e-mail i adres jakiegoś biura w CyberCity. Sama wizytówka na pierwszy rzut oka wyglądała na naprawdę drogą w wykonaniu, w szczególności biorąc pod uwagę fioletowe refleksy przemykające przez kartonik pod wpływem ruchów w obecności światła.
Android posłusznie usunął lufę broni ze skroni mężczyzny. Ten głośno odetchnął z ulgą, symbolicznie ocierając pot z czoła, co znowu wydało ci się trochę sarkastyczne. Nie miał ci chyba jednak za złe całego incydentu, najwyraźniej wiedząc doskonale, w jaki sposób działa twój ochroniarz. Albo po prostu wizja odstrzelenia mu głowy specjalnie go nie stresowała.
Całą czwórką wyszliście z windy i skierowaliście się ku wyjściu z obszernego pomieszczenia, w którym się znajdowaliście. Można by je długo opisywać, jednak w tym wypadku wystarczyły dwa słowa: sklep odzieżowy. W dodatku taki, który niczym nie różnił się od innych tego typu sieciówek. Był całkowicie pusty jeśli chodzi o klientów, zaś jedynym źródłem światła było to które dostawało się do środka przez przyciemnione witryny sklepowe przy ulicy. Jednym słowem, zamknięte. Mijając kolejne półki i wieszaki z ubraniami, zbliżyliście się do rozsuwanych drzwi wejściowych. Dopiero teraz zauważyłeś, że z niedaleka idzie w waszym kierunku jakaś starsza kobieta w fartuchu, wyglądająca na sprzątaczkę. Podeszła do was i bez słowa wyjęła z kieszeni magnetyczną kartę, która po przyłożeniu do czytnika na ścianie otworzyła drzwi na oścież. Wyszliście na zewnątrz.
Nie bywałeś w dzielnicy 2-A zbyt często, przyjeżdżałeś tutaj maksymalnie kilka razy do roku. Dlatego widok masy wysokich budynków poprzetykanych wieżowcami, wielkich galerii handlowych, szerokich ulic zapełnionych samochodami, tłumu przechodniów i prawdziwego kalejdoskopu neonów i szyldów holograficznych zawsze wprawiał cię w lekkie osłupienie. W dzielnicy, w której mieszkałeś, poziom cywilizacji zdawał się być przynajmniej kilkadziesiąt lat młodszy. Różnica poziomu rozwoju poszczególnych dzielnic w Los Angeles w 2096 roku robiła naprawdę wrażenie. Gwar ludzi i hałas klaksonów aut stojących w korku szybko pozwoliły ci wtopić się w tłum, zaraz jednak dostrzegłeś, że policji tutaj też nie brakuje. W odległości około stu metrów, przy sąsiadującym skrzyżowaniu, widziałeś większy patrol z trzema pancernymi samochodami pilnujący wjazdu na jedną z dużych ulic. Miałeś wrażenie, że mogła być to droga do Neo Square, gdzie wczorajszej nocy wasz transporter rozbił się i musieliście uciekać przed pościgiem do kanałów. Jeden z funkcjonariuszy policji miał ponad dwa metry wzrostu, głównie dzięki czarno-srebrnemu kombinezonowi-pancerzowi z kaskiem, który miał na sobie. Dzierżył też pokaźnych rozmiarów karabin szturmowy. Wokół policji zauważyłeś też krążące drony patrolowe, byłeś jednak teraz raczej poza zasięgiem ich kamer. Po przeciwnej stronie zauważyłeś gdzieś dalej postój taksówek, musiałeś jednak przejść przez ulicę i chwilę się przespacerować.
-Będziemy w kontakcie - powiedział białooki, wyrywając cię z obserwacji. Kiedy na niego spojrzałeś, ten zrobił z dłoni "telefonik", przystawiając go do twarzy z lekkim uśmieszkiem, po czym oddalił się niespiesznym krokiem w stronę, gdzie stał patrol policji. Kiedy byli wystarczająco daleko, zapytałeś androida o ich tożsamość. Białooki okazał się mieć imię i nazwisko zgodne z wizytówką, jego kolega zaś nazywał się Samuel Collins. Niestety, poza tym android zdawał się wiedzieć o nich tyle samo co ty. |
_________________ > Karta postaci. |
|
|
|
|
Jedius 9 Baka
Pierdolony leń

Wiek: 35 Dołączył: 26 Lut 2009 Posty: 1396
|
Wysłany: Sob Lut 13, 2021 4:29 pm
|
|
|
- ...Khurrrwa. - stwierdziłem zaraz po cyknięciu językiem jako komentarz na odmowę ze strony najemnika. Moja szczera nadzieja, że mógłby to być jakiś nowy początek, szybko została zgaszona. - Więc nie tylko na mnie się wypięli. - dodałem po chwili, bardziej burcząc z niezadowoleniem niż wypowiadając słowa. Nie powiem, poczynania Serpentów nie były pozbawione sensu, ale spodziewałbym się jednak nieco większej lojalności. Wygląda jednak na to, że koniec końców psy ulicy zdane są same na siebie.
Spojrzałem na zaprezentowany przedmiot - stymulant, jak wyjaśnił najemnik-ochroniarz. Pięćset? To jeden procent z moich krwawych pieniędzy. Faktycznie nigdy wcześniej nie słyszałem o niczym podobnym za tę cenę. Wiedząc, czym zajmuje bądź zajmował się starzec, mogę pewnie spodziewać się jakości produktu na poziomie profesjonalnych militariów. Dlatego nawet z tym nie dyskutuję. W milczeniu wkładam dłoń w lewą kieszeń i po omacku odliczam palcami pięć niedawno wypłaconych banknotów, a następnie wyciągam rękę, opartą łokciem o blat, składam w palcach plik na czworo, przyciskam go kciukiem w miejsce strzykawki którą z kolei unoszę palcami i zamykam w dłoni, by zaraz ją umieścić w tej samej kieszeni gdzie były banknoty. Jednym, powolnym, spokojnym i płynnym ruchem. I bez komentarza.
- Może jednak mam jakiś plan. Skoro jestem całkiem w dupie, równie dobrze mogę jeszcze bardziej nadstawić łba i dowiedzieć się, kto nas wszystkich podpruł. Kto wysłał to kurestwo. Śladów nie ma wiele, ale to w końcu moja działka. - stwierdziłem, kierując wzrok w kierunku bójki. O jaki chuj tam chodzi? Może zdołam coś dojrzeć pomiędzy ludźmi, aczkolwiek nie jest to moim priorytetem. Jak nic nie ogarnę, trudno - odchrząkuję, obracając wzrok w bok, na byłą Rudą.
- A ty? poza brakiem roboty, wszystko w porządku? |
_________________ . . . |
|
|
|
|
Tidus
Jebany farciarz

Wiek: 32 Dołączył: 25 Paź 2010 Posty: 695
|
Wysłany: Wto Lut 16, 2021 7:58 pm
|
|
|
Michael poczuł się teraz naprawdę, naprawdę głupio za pytania zadane kelnerce. Spodziewał się stereotypu złej dzielnicy z filmów - slusy, ćpuny, prostytutki co przecznicę. A to wyglądało na naprawdę normalną dzielnicę...no, może normalne dzielnice nie mają podziemnych baro-szpitali. Które pewnie mają oddzielne wejścia, by policja nie widziała całego ruchu...albo tamci dzielnicowi biorą w łapę.
-Jasne. Szerokiej drogi - skinął w stronę odchodzących. Gdy android potwierdził ich tożsamości, skinął ponownie.
-Tylko imion oczekiwałem. Research można zostawić na chwilę, gdy będzie potrzebny, ale to zawsze jakiś początek. Dzięki
Michael udał się do najbliższego przejścia przez ulicę, by dotrzeć do którejś z taksówek z postoju. Po tym jak wsiądzie i on i cyberkolega, rzuca po prostu:
-Dobry wieczór. Dzielnica 1B. Ulica... - Mike ponownie otworzył apkę z mapą, by odczytać na głos, gdzie znajduje się Smoky Joe. |
_________________
>Karta postaci. |
|
|
|
|
Cinek
Najszybszy poster na dzikim zachodzie

Wiek: 36 Dołączył: 28 Kwi 2011 Posty: 378
|
Wysłany: Wto Lut 16, 2021 10:08 pm
|
|
|
Irn Yankobe
Bez dłuższego namysłu postanowiłeś dokonać zakupu, czy też raczej odkupu stymulanta od najemnika. Niespiesznym, dyskretnym ruchem podmieniłeś strzykawkę na pieniądze, na co mężczyzna, również bez komentarza, zabrał banknoty i schował je do kieszeni swojej kurtki. Nie przeliczał, najwidoczniej ci ufając.
- Hah, chyba sobie żartujesz! To przecież oczywiste, że to kolejny eksperyment Korporacji. Nie zdziwiłbym się, gdyby cała ta akcja była od dawna zaplanowana - odezwał się po twoich słowach, przeżuwając duży kawałek wołowiny. - Tak bardzo dogodna sytuacja, jak atak na ich własny magazyn, w sam raz żeby przetestować nowy wynalazek... Jedna rzecz tylko w tym wszystkim mi nie pasuje. Zanim to monstrum dotarło do magazynu, najwyraźniej zmasakrowało po drodze pokaźny oddział policji, który również próbował do nas dotrzeć. Nie wiem, czemu mieliby narażać swoich, ale cholera ich wie... Oczywiście o monstrum ani słowa w wiadomościach, a śmierć gliniarzy zrzucono na nas. Ale to już nie moja sprawa. Ty też powinieneś dać temu spokój. Masz chyba teraz większe problemy na głowie niż polowanie na duchy.
Słowa najemnika dawały trochę do myślenia, od ciebie jednak zależało jak wykorzystasz tą wiedzę. Myśląc o jego słowach przyjrzałeś się znajdującemu się nieopodal tłumowi, jednak z obecnej wysokości na jakiej siedziałeś nie mogłeś dojrzeć zbyt wiele. Raz czy dwa ponad głowami gapiów mignęła jakaś inna głowa, zdawało się obrywająca bądź unikająca jakiegoś ciosu. To wszystko co mogłeś stąd zaobserwować. Gdybyś chciał bliżej przyjrzeć się walce, najprawdopodobniej musiałbyś wbić się tłum i trochę popracować łokciami, co niekoniecznie w twoim stanie mogło się dobrze skończyć. Po chwili postanowiłeś odezwać się też do dziewczyny.
- Ja... wszystko okej, dzięki - odpowiedziała krótko, odgarniając za ucho włosy, które po raz kolejny omal nie wpadły do miski z zupą. Po chwili przerwy zerknęła z ukosa w twoją stronę, nie spojrzała ci jednak prosto w oczy. - Hej, naprawdę mi przykro, że nie możemy ci teraz towarzyszyć. Jeśli zaczniemy poruszać się razem, tylko ułatwimy robotę łowcom głów. Wiem jednak, że nie możemy ukrywać się w nieskończoność. Spotkajmy się tutaj znowu pojutrze, o tej samej porze. Może będę mieć jakiś lepszy pomysł, co możemy zrobić... Bądź jednak ostrożny, szczególnie dzisiejszej nocy, kiedy tropy są jeszcze świeże. Nie daj się zabić. A jeśli cię złapią, to nawet nie próbuj wspominać, że mnie widziałeś.
Ruda spojrzała ci w oczy i pogroziła ci palcem z groźną miną, po czym uśmiechnęła się lekko pod nosem.
- Tak w ogóle to nie pamiętam, abyśmy się sobie oficjalnie przedstawiali. Miejmy to może za sobą. Jestem Judy Wagner.
Michael Aquato
Android skinął głową na twoje słowa, po czym podążył za tobą, kiedy ruszyłeś w stronę taksówek. Być może i na głównej ulicy nie musiałeś obawiać się o swoje zęby czy portfel, wiedziałeś jednak, że nawet w bogatszych dzielnicach znajdują się ulice i miejsca, od których lepiej trzymać się z daleka. Mając jednak przy sobie maszynę do zabijania najnowszej technologii, raczej nie musiałeś obawiać się niczego ze strony przeciętnych rzezimieszków.
Po przejściu przez ulicę i dotarciu do pierwszej z taksówek - żółtego, czteroosobowego sedana o napędzie elektrycznym marki Weber - wsiadłeś do środka, po czym podałeś nazwę miejsca znalezioną w aplikacji: Dzielnica 1-B, Velley Avenue. Ulica wyglądała na dosyć długą, bar zaś znajdował się na jej południowym końcu.
- Się robi, szefuńciu - odpowiedział czarnoskóry mężczyzna w purpurowym, odblaskowym kombinezonie, będący kierowcą. Miał krótkie, acz gęste, kręcone włosy i złote kolczyki w uszach. Z radia w samochodzie leciał powolny, przyjemny dla ucha jazz. Samo wnętrze pojazdu, poza muzyką, wypełnione było delikatnym, kokosowym zapachem odświeżacza powietrza. Obite brązową skórą siedzenia były naprawdę wygodne. Taksówkarz wstukał adres na dużym wyświetlaczu na środku deski rozdzielczej, po czym zatwierdził jedną z opcji drogi. - Velley Avenue, no to jedziemy.
Samochód ruszył z ledwo słyszalnym szmerem silników elektrycznych, włączając się po chwili do ruchu drogowego. Jechaliście na szczęście w kierunku przeciwnym do korka, który powstał po drugiej stronie. Patrząc przez okno samochodu wsłuchałeś się w lecącą z radia muzykę. Mijając kolejne budynki i ulice obserwowałeś życie nocne dzielnicy, kiedy po kilku minutach grany w radio utwór powoli wygasł, a muzyce ustąpiła jakaś krótka, radiowa melodyjka. Również jazzowa.
- Minęła 22:00, zapraszamy na wieczorne wydanie wiadomości w radiu Bebop FM - odezwał się głos prezentera. - Po gorących wydarzeniach minionej nocy na Neo Square policja nadal poszukuje trójki podejrzanych w sprawie napadu na jeden z magazynów Clark Corporation. Komendant Brian Phoenix apeluje do obywateli Los Angeles o niezwłoczne przekazywanie informacji odnośnie miejsca pobytu Irna Yankobe, Judy Wagner lub Roberta Petersona... o ile takie informacje posiadają. Za trafione wskazówki dla stróżów prawa przewidziana jest nagroda w wysokości okrągłych 10.000 kredytów! Panie i Panowie, to nie żarty, pieniądze czekają! Cassie, co byś sobie kupiła za taką sumkę?
- Urządziłabym tygodniowe spa dla moich pudelków! - odezwał się podekscytowany głos jakiejś kobiety. - Nie zapominajmy jednak, że nie tylko ci przestępcy są nadal na wolności. Policja nadal tropi grupę terrorystów odpowiedzialną za atak na placówkę badawczą Korporacji w dzielnicy 5-D, w której - jak przypominamy - dwa dni temu zginęło sześciu pracowników Clark Corporation.
- I jeden bezdomny.
- Dwóch inżynierów, których ciał nie znaleziono na miejscu zbrodni, a na pewno stawili się tego dnia w pracy, uważa się nadal za zaginionych... Biedactwa. Ewentualnych świadków zdarzenia policja prosi o pilny kontakt do najbliższego komisariatu. Funkcjonariusze obiecują pełną dyskrecję.
Dalsze wiadomości ograniczały się do sytuacji ekonomicznej Imperium, jakichś politycznych skandali i trochę o nadchodzących koncertach jazzowych w jednym z klubów w CyberCity. Nic specjalnego co przykułoby twoją uwagę.
- Niech mnie, dwie takie akcje dzień po dniu, Korporacja ostatnio dostaje nieźle po rajtuzach - zagaił kierowca, zerkając do tyłu na waszą dwójkę. Dopiero teraz chyba zauważył, że android nosi na sobie kombinezon z logiem Clark Corporation, bo mina trochę mu zrzedła. Szybko odwrócił wzrok z powrotem na ulicę. - Ale, panowie... myślę, że raz dwa wszystkich zbirów złapią. Nie z takimi problemami Korporacja sobie radziła... |
_________________ > Karta postaci. |
|
|
|
|
Jedius 9 Baka
Pierdolony leń

Wiek: 35 Dołączył: 26 Lut 2009 Posty: 1396
|
Wysłany: Czw Lut 18, 2021 10:54 pm
|
|
|
Prychnąłem przez nos, znów uciekając wzrokiem w kierunku bójki.
- Sam już nie wiem.
Oczywiście, że wiem. Sam przecież przyłożyłem rękę do tego kataklizmu. Z jakiegoś powodu czułem odpowiedzialność za to wszystko i tak naprawdę chciałem znaleźć sprawcę tego wszystkiego choćby dla własnego spokoju. Nie jestem pewien, jakie były oryginalnie jego plany, co ma tak naprawdę na celu. Z jednej strony, wystawił mnie. Z drugiej, otrzymałem przecież jednak zapłatę. Eksperyment? To by oznaczało istnienie jakiejś placówki, która zajmuje się tworzeniem wielkich mutantów połączonych z maszynami, wyspecjalizowanych w... niszczeniu. Po co? Wojna z korporacją? Na pewno człowiek, który zostawił mi nagrania chciał wykraść od nich jakieś dane. Pluję sobie teraz w brodę, że nie zostałem dłużej w serwerowni gdy zaczęły pojawiać się jakieś komunikaty - być może miałbym dzięki temu lepsze pojęcie o tej sprawie. Ale wtedy uznałem, że nie mam na to czasu. Kto wie, może tak naprawdę ta decyzja mnie ocaliła. Jakkolwiek mógłbym się teraz czuć "ocalony", mając łowców głów na karku.
Ciekawiło mnie po trochu, czy ten gość będzie próbował się ze mną jeszcze kontaktować, i w ogóle - jak. Pamiętam coś o biadoleniu jakobym mógł zyskać więcej niż oferowane pieniądze, czy coś... ale ciężko było mi w to uwierzyć już wtedy, a co dopiero po przeżyciu tego co przeżyłem. ale tym bardziej pcha mnie to wszystko ku tej żądzy informacji - chce wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi, na czym polega ten konflikt, jakie są jego strony. Nawet wiedząc, że razem z Serpentami byliśmy tylko pionkiem na planszy, wartym poświęcenia.
- Nie przykruj mi, przecież rozumiem. Siedzimy w tym samym. - burknąłem. Po chwili jednak stwierdziłem, że może to brzmiało na niemiłe, ale tak naprawdę nie wiedziałem co powiedzieć, żeby to "naprawić". Najlepiej chyba nic. Tłumaczenie się zazwyczaj wszystko pogarsza. Spojrzałem nań, gdy groziła palcem - może i uśmiechnąłem się krzywo, ale spod maski pewnie i tak tego nie widać. - Irn. Yankobe. - Powiedziałem dość krótko, po czym spojrzałem na ochroniarza, bo może i on zechce się przedstawić. Czy to zrobi czy nie, w końcu wzdycham ciężko. - No dobrze, to... smacznego. I do zobaczenia w piątek. Nie dajcie się złapać, ja postaram się o to samo względem siebie. Muszę teraz odwiedzić swojego ripperdoca, zobaczyć czy wciąż mogę mu ufać. - oznajmiłem, wstając już, ale jeszcze nie odchodząc. Wsadziłem tylko ręce w kieszenie. Wyszukałem już w jednej z nich paralizator i zacisnąłem wokół niego pięść. Jak mam być gotowy, to znaczy, że musze być naprawdę gotowy na każdą ewentualność. - Mam rozumieć, że tutejszy gospodarz nie rozmawia zbyt dużo? - zapytałem w kierunku gości.
Jeśli dostanę odpowiedzi i nikt nie będzie mnie już tu zatrzymywał, kiwnę głowa i powoli odejdę w kierunku tłumu. Nie na tyle głęboko by musieć się przepychać, bo nie ciekawi mnie ta bójka aż tak bardzo, ale to dobra okazja by spróbować zgubić potencjalny ogon - nie podobał mi się ten tajemniczy obserwator. Spędzę ze dwie minuty pomiędzy ludźmi, zmieniając kierunek i prędkość chodu co parę chwil, nim rozpocznę dalszą piesza wędrówkę w stronę knajpy. Wolałbym, cholera, nie wdawać się w żadne bójki. Nie w tym stanie. Teraz nawet z mechanicznymi nogami ucieczka może stanowić dla mnie problem. |
_________________ . . . |
|
|
|
|
Tidus
Jebany farciarz

Wiek: 32 Dołączył: 25 Paź 2010 Posty: 695
|
Wysłany: Pią Lut 19, 2021 1:22 pm
|
|
|
-Pewnie złapią. Atak terrorystyczny i napad, co? Ekonomii się oberwie jak nic. - stwierdził Michael, patrząc na mijane widoki przez okno. Fakt, że własny pracodawca wymordował całe jego laboratorium dla dziesiątej procenta dochodów wydawał się po tym wszystkim tak absurdalny, że równie dobrze mógł się przytrafić komuś innemu. Nie mógł jednak nie zauważyć spojrzenia taksówkarza na ubiór androida. Co się bardziej rzuca w oczy, sztuczny człowiek w kombinezonie czy w ubraniach ulicznych? Chyba to pierwsze. Ponownie otworzył mapę, by zobaczyć, czy na Velley Avenue lub w pobliżu jest jakiś sklep z odzieżą. I czy wciąż jest otwarty. Jeśli tak, to przekieruje tam taksówkę, jeśli nie...No, to nie.
-A z weselszych wieści, dzieje się coś fajnego na świecie? Nie wiem, puszczają teraz jakiś dobry film? Ostatnia miesiąc nosa nie wychyliłem z biura. |
_________________
>Karta postaci. |
|
|
|
|
Cinek
Najszybszy poster na dzikim zachodzie

Wiek: 36 Dołączył: 28 Kwi 2011 Posty: 378
|
Wysłany: Sob Lut 20, 2021 12:57 pm
|
|
|
Irn Yankobe
Po przedstawieniu się spojrzałeś na najemnika, na co ten odpowiedział krótko: "Logan Brodsky".
-Nic się o niego nie martw - mężczyzna machnął ręką po usłyszeniu twoich obaw o właściciela budki. - Znam go od dawna, poza tym wie że jest na muszce! Ha ha! Trzymaj się i do zobaczenia... kiedyś.
Odwrócony do was plecami mistrz nudli chyba nie zrozumiał albo nie dosłyszał waszej rozmowy, zaaferowany zmywaniem naczyń w niewielkim zlewie. Po całej rozmowie, krótkich przemyśleniach i walce z własnymi wyrzutami sumienia postanowiłeś nie przedłużać swojej wizyty w barze z ramenem. Judy podniosła rękę z lekkim uśmiechem w geście pożegnania, kiedy podniosłeś się i kiwnąłeś głową na do widzenia. Bez dalszej zwłoki postanowiłeś rozpocząć procedurę gubienia swojego "ogona", który swoją drogą znowu zauważyłeś kątem oka na końcu alejki. Dokładnie tam, gdzie wcześniej stał, tym razem chyba jednak mniej ukrywał się z "podglądaniem", ponieważ niemal cała jego głowa wystawała zza winkla i obserwowała uliczkę. Upewniłeś się, że twój paralizator pewnie leży w zaciśniętej dłoni ukrytej w kieszeni kurtki, po czym ruszyłeś w stronę tłumu.
Zanurzenie się w "pierwszą warstwę" ludzi nie było szczególnie trudne. Jako włamywacz nieźle czułeś się w tłumach ludzi - potrafiłeś szybkimi i zwrotnymi ruchami zmieniać ustawienie swojego ciała, aby bez większych problemów przechodzić między kolejnymi osobami. Czasami zdarzało ci się o kogoś otrzeć lub lekko potrącić, jednak poza paroma "uważaj jak chodzisz" nic przykrego cię nie spotkało. Sądząc po twojej wizualnej ocenie otoczenia, w samym tłumie mogło być około stu osób, może nawet i więcej. W większości byli to młodzi mężczyźni, czasem jednak zdarzał się jakiś dziadek lub kobieta. Wszyscy wychylali się i krzyczeli w stronę centrum zbiegowiska, gdzie - jak po chwili zauważyłeś - walczyło dwóch facetów bez koszulek. Jeden był naprawdę wysoki i miał imponującą muskulaturę, trzymał wysoko gardę okrążając trochę niższego od siebie rywala, który był w tej chwili odwrócony do ciebie plecami. Zacząłeś przemieszczać się w stronę ściany, starając się bardziej "wtopić" w tłum, kiedy zauważyłeś, że jegomość w płaszczu z kapturem pojawił się gdzieś na początku tłumu - mniej więcej tam, skąd przyszedłeś. W tej chwili próbował chyba patrzeć ponad głowami innych, jakby starał się kogoś znaleźć. Być może szukał właśnie ciebie.
Nagle usłyszałeś głośny ryk, kilka osób z okolic centrum kręgu gwałtownie cofnęło się, wpadając z impetem na ciebie i innych swoimi plecami. Nie wiedziałeś, co się tam podziało, twoje ściśnięte w tłoku żebra jednak odezwały się silnym ukłuciem bólu. Tłum szybko wrócił do "normy", głównie dzięki silnym pchnięciom rąk tych z tyłu, którzy zostali uderzeni przez falę. Niestety, w twoim wypadku skończyło się to upadkiem na ziemię. Korzystając z okazji, szybko rozejrzałeś się w nogach tłumu. Dzięki swoim specjalnym oczom szybko wyłapałeś zakapturzoną postać, która powoli przepychała się w stronę centrum tłumu. Nie było to dokładnie w twoją stronę, gdybyś jednak wstał, ryzyko wykrycia na pewno by wzrosło. Spojrzałeś przed siebie - niestety, ludzi było tam dosyć dużo i nie mogłeś dojrzeć, jak wygląda ulica po drugiej stronie "kręgu". Przy ścianach budynków było jednak dużo luźniej i na pewno przedostanie się na drugą stronę nie sprawiłoby większych problemów, mógłbyś jednak stać się tam bardziej widoczny. Aktualna mapka
Michael Aquato
Taksówkarz nie odpowiedział nic na twoje pierwsze słowa, poza lekko zauważalnym przytaknięciem i drgnięciem kącików ust. Korzystając z wolnego czasu, wyświetliłeś po raz kolejny hologram mapy ze swojej protezy, próbując wyszukać w pobliżu Velley Avenue jakiś otwarty sklep odzieżowy. Tak jak mogłeś się tego spodziewać, o dziesiątej wieczorem wszystko było już zamknięte. Przeleciało ci przez głowę, że dopiero co ze sklepu odzieżowego przecież wyszedłeś, mogąc się tam do woli wyposażyć bez wiedzy jego właściciela. Niestety, na tę chwilę było już trochę za późno na powrót - no chyba, że nie miałeś nic przeciwko małemu spóźnieniu.
- Weselszego? Czy ja wiem... - kierowca zamyślił się, robiąc z ust dziubek. Zauważyłeś, że za oknem zaczął kropić lekki deszcz. - Jeśli mówi Pan "świecie", ma Pan na myśli Los Angeles, jak ma się rozumieć? Już dawno przestałem śledzić co dzieje się poza murami tego miasta... Wojny, pogoń technologiczna, loty w kosmos... nie ma tu nic wesołego. Jeśli chce Pan wesołości i radości, można to kupić w ciemniejszych zaułkach na gramy, jeśli wie Pan co mam na myśli. Filmów też nie oglądam, zresztą jak wszyscy, tak tania rozrywka już się ludziom dawno znudziła. Teraz wszyscy czekają na jesienny sezon Cannon Bullet, to są dopiero emocje! Po akcjach w letniej edycji ludzie wykupują teraz bilety jak szaleni. Mój kumpel, który siedzi w tych wszystkich protezach i innych cyber-bajerach, jest w zespole Jeff'a Bordeaux. Tak, TEGO Jeff'a. To się nazywa fucha, grzebać w drutach samego czempiona.
Deszcz za oknem stopniowo przybierał na sile, przednie wycieraczki auta poszły w ruch. W radiu zakończyło się wieczorne wydanie wiadomości, po czym w głośnikach ponownie rozbrzmiał powolny jazz. Po znakach widocznych za oknem mogłeś się domyślać, że zaczęliście powoli przekraczać granicę dzielnic 2-A i 2-B. Wypite na pusty żołądek piwa i ogólne zmęczenie po operacjach powodowało, że robiłeś się naprawdę śpiący. Odgłos uderzających o szyby samochodu kropel deszczu i cichy szum silników elektrycznych pojazdu tylko wzmagał to uczucie. Miałeś naprawdę silną chęć poddania się ogólnemu rozleniwieniu i ucięciu sobie drzemki... |
_________________ > Karta postaci. |
|
|
|
|
Jedius 9 Baka
Pierdolony leń

Wiek: 35 Dołączył: 26 Lut 2009 Posty: 1396
|
Wysłany: Czw Lut 25, 2021 3:57 pm
|
|
|
"Wie, że jest na muszce". Preferuję jednak gdy niezaufane osoby nie mają wcale informacji, bo zastraszanie działa tylko do momentu póki nie odnajdzie się ktoś groźniejszy. Cóż... na ten moment będzie musiało mi tyle wystarczyć. Na ten moment miałem pilniejszy problem.
Gdy podczas przepychanek tłumu zostałem powalony na ziemię, na pewno syknąłem z bólu. Zdecydowanie nie wyzdrowiałem jeszcze na tyle, by próbować tańczyć jakieś pogo. Mogłem mieć tylko nadzieję, że nic mi się nie rozerwało w bebechach na nowo - ale na ten moment nawet nie mogłem i tak tego sprawdzić. Poza tym, pojawiła się okazja na którą czekałem - mój stalker również wszedł w tłum i najwyraźniej mnie zgubił. Robię więc to , co od początku miałem w planach i ma największą szanse wpuszczenia go w maliny - czyli nie podnosząc się zbyt wysoko, na kuckach, wycofuję się z powrotem do alejki która tu przyszedłem, gdzie była budka z ramenem. Niech szuka mnie w tłumie, niech myśli, że przeszedłem na druga stronę. Ja stąd dymam, kieruję się prosto do knajpy gdzie mam spotkać Aquato. Nawet ze swoja pozą nie muszę się specjalnie starać - klata mnie napierdziela jak skurwysyn, więc i tak jestem skulony, mocno poniżej poziomu głów. Właściwie, apropo głowy, to póki nie zniknę za kolejnym rogiem, mogę jeszcze zdjąć czapkę. Nawet, gdyby mnie zauważył, mała różnica wyglądu wciąż może utrudnić rozpoznanie. Wyjść z alejki, skręcić w prawo i dojść do tego zasranego Smoky Joe. Nie oglądać się póki nie będę przed samymi drzwiami. |
_________________ . . . |
|
|
|
|
Tidus
Jebany farciarz

Wiek: 32 Dołączył: 25 Paź 2010 Posty: 695
|
Wysłany: Pią Lut 26, 2021 2:13 am
|
|
|
Michael słuchał słów taksówkarza, gdzieś w połowie tracąc nimi zainteresowanie. Był taki senny. Myślał, że dość się należał w szpitalu, ale gdy tylko emocje opadły, znowu poczuł zmęczenie. Może szybka drzemka inżynierska pomoże. Jak w pracy na przerwie obiadowej, dziesięć minut z dala od kamer by nabrać rześkości i chęci do życia.
-Jeśli zasnę, obudź mnie, jak dojedziemy na miejsce - rzucił do androida, po czym pozwolił sobie przymknąć oczy. Pieprzona Korporacja. Pieprzone gangi. Pieprzone LA i wszystko, co się w tym mieście dzieje. Kogo by to nie zmęczyło? |
_________________
>Karta postaci. |
|
|
|
|
Cinek
Najszybszy poster na dzikim zachodzie

Wiek: 36 Dołączył: 28 Kwi 2011 Posty: 378
|
Wysłany: Pią Lut 26, 2021 9:07 pm
|
|
|
Irn Yankobe
Pomimo małej niespodzianki w postaci ludzkiej fali uderzeniowej, twój plan zgubienia zakapturzonej postaci miał nadal wysokie szanse na powodzenie. Teraz przyszła pora na jego najważniejszą część. Nie wyprostowując się zmieniłeś kierunek przemieszczania w celu opuszczenia tłumu i powrotu na niemal pustą uliczkę. Zastrzyk adrenaliny spowodowany świadomością zagrożenia życia wyostrzył twoje zmysły do granic możliwości i skupił całą uwagę na jak najsprawniejszym manewrze odwrotu. Szybkimi i zwinnymi ruchami mijałeś kolejne osoby niczym młody węgorz w wartkim strumieniu, przenikając przez żywe przeszkody jak duch. Szło ci to tak sprawnie, że żaden z gapiów najwyraźniej nawet nie zwrócił na ciebie uwagi, nie mówiąc już o uwięzionym gdzieś głęboko w tłumie prześladowcy.
Już po chwili szybkim krokiem przemierzałeś uliczkę, wracając na główną drogę, z której przyszedłeś. Zdjąłeś też na chwilę czapkę aby zmienić swój wygląd przynajmniej w małym stopniu. Mijając po raz kolejny budkę z ramenem siedząca przy nim dwójka chyba zauważyła cię kątem oka, jednak w żaden sposób nie zareagowała, skupiając się na posiłku. Chwilę później wyszedłeś już na główną ulicę i bez oglądania się za siebie ruszyłeś nią w stronę baru. Kiedy twoje serce trochę zwolniło i adrenalina opadła, ból w boku odezwał się po raz kolejny. Nie przeszkodziło ci to jednak w bezpiecznym dotarciu do celu.
Stanąłeś przed piętrowym budynkiem o niedużych rozmiarach. Jego ściany wykończone były ciemnym drewnem, nie brakowało tu jednak żelaznych umocnień. Wciśnięty pomiędzy dwie obskurne kamienice przybytek wyglądał trochę jak wyrwany ze starego westernu bar, miał jednak sporo nowoczesnych elementów - pancerne drzwi z elektronicznym zamkiem, przysłonięte metalowymi roletami przyciemniane okna i powoli rozglądające się po okolicy kamery przemysłowe. W sumie naliczyłeś ich dwie, po jednej na każdą stronę budynku. Nad samym wejściem znajdowała się wielka, blaszana tablica, na której powierzchni dospawane były metalowe rury różnej długości i kształtu. Tworzyły one dosyć niezgrabny napis "SMOKEY JOE", przy czym oba "E" były odwrócone na lewo. Podziwiając ten owoc sztuki spawarskiej poczułeś, jak na twoją twarz zaczynają spadać drobne krople deszczu. Spojrzałeś w głąb ulicy w kierunku z którego przyszedłeś, przeprowadzając szybki skan okolicy swoimi implantami oczu. Nie dostrzegłeś nigdzie swojego prześladowcy.
Michael Aquato
Postanowiłeś poddać się pokusie ucięcia sobie drzemki. Po usłyszeniu twojego polecenia android lekko przytaknął. Nie czekając ani chwili dłużej przymknąłeś oczy, odpływając w szumie deszczu i cichej grze saksofonu w radiu.
Soundtrack - Witch of the painting
Nie wiesz jak głęboko spałeś, cały czas jednak twój zmysł słuchu dryfował gdzieś na powierzchni podświadomości, nie pozwalając ci zapomnieć o deszczu za oknem. Czułeś się całkowicie zrelaksowany. Po bliżej nieokreślonym czasie drzemania zacząłeś mozolnie wracać do zmysłów, wybudzając się ze snu. Zajęło ci dłuższą chwilę zanim zdałeś sobie sprawę, co cię obudziło - coś najwyraźniej trzęsło całym autem na boki, zupełnie jakby wiatr na zewnątrz zamienił się w potężną wichurę. Uchyliłeś powieki szerzej, wzrok zaczął ci się powoli wyostrzać, uderzenia zaś nie ustawały, miotając tobą lekko na boki. Szum deszczu przybierał na sile, wypełniając stopniowo twoją głowę. Zobaczyłeś przed sobą taksówkarza. Siedział tak jak wcześniej, patrząc przed siebie na zalaną deszczem szybę. Szybę, na którą oprócz kropel deszczu zaczęły spadać z głośnymi plaśnięciami jakieś niewielkich rozmiarów obiekty. Słyszałeś, że ktoś coś do ciebie mówił, nie rozumiałeś jednak co, tępo wpatrzony w czarnoskórego kierowcę. A konkretnie w jego ucho, z którego coś zaczęło wystawać. Na początku myślałeś, że to dwa włoski, ich lekkie drgania jednak szybko nie pozostawiły ci żadnych złudzeń. Były to czułki jakiegoś owada. Z wnętrza małżowiny wychyliła się mała główka karalucha, patrząc w twoją stronę i dyrygując swoimi antenkami.
- Jesteśmy na miejscu, proszę pana - były to pierwsze słowa, które zrozumiałeś. Należały do kierowcy. Spojrzałeś w lusterko, w którym zobaczyłeś jego oczy. Jedno z nich, mocno przekrwione, wywrócone było do góry, zaś ze spodu oczodołu wychodziła długa, wijąca dziesiątkami nóżek skolopendra. Narastający szum deszczu zamienił się w hałas elektronicznych trzasków i pisków, rozdzierających twoją głowę. Miotanie na boki były coraz silniejsze.
- Proszę się obudzić, jesteśmy na miejscu! - siedzący obok android niemal krzyknął, trzymając cię za bark i trzęsąc tobą w próbach obudzenia cię. Ocknąłeś się z lekkim podskokiem, rozglądając wokół siebie. Auto stało w deszczu na jakiejś ulicy, zupełnie nieruchomo. Hałas ustał, pozostawiając po sobie jedynie lekkie dzwonienie w uszach. Czułeś, że jesteś cały przepocony. Taksówkarz patrzył na ciebie zza swojego fotela. Jego wygląd był całkowicie normalny.
- Wszystko w porządku? To będzie 180 kredytów - powiedział do ciebie, z wyraźnym zaniepokojeniem w głosie. Wyglądało na to, że dotarliście już na miejsce. |
_________________ > Karta postaci. |
|
|
|
|
Tidus
Jebany farciarz

Wiek: 32 Dołączył: 25 Paź 2010 Posty: 695
|
Wysłany: Pią Mar 05, 2021 11:20 pm
|
|
|
Michael spojrzał wpierw na androida, potem na taksówkarza. Wszystko było normalne. Nikt tu nie gnił. Taksówkarz wcale nie był Charonem wiozącym go na drugi koniec Styksu...chociaż to LA, co by tu służyło za rzekę zmarłych? Santa Clara?
-Tak. Dzięki. - inżynier sięgnął do kieszeni, wyciągnął dwie stukredytówki i podał je taksówkarzowi, zaraz po tym wychodząc z pojazdu. Porozmawiać z Irnem. Sprawdzić zmiany na rynku elektroniki. I kupić jakieś pigułki nasenne, przez które będzie spał jak kamień - bez snów. Taki jest nowy plan.
Gdy tylko android również wyszedł z taksówki, Michael skinął potwierdzająco w jego stronę i poszedł ku Smokey Joe, przecierając twarz. Miał szczerą nadzieję, że bar ma jakieś dobre żarcie. I kawę. W cholerę kawy. |
_________________
>Karta postaci. |
|
|
|
|
Jedius 9 Baka
Pierdolony leń

Wiek: 35 Dołączył: 26 Lut 2009 Posty: 1396
|
Wysłany: Nie Mar 07, 2021 6:43 am
|
|
|
Chyba... chyba się udało. Chyba. Sztuczka stara jak świat, ale ludzie wciąż się na to nabierają. Przynajmniej ten się nabrał. Najemnik miał rację - żadna naprawdę gruba ryba jeszcze się mną nie zainteresowała. a to duże szczęście. Póki co, wciąż jednak lepiej będzie mi się schować w środku lokalu. Tak też robię. Widok przytułku z zewnątrz wcale nie wyglądał zachęcająco ale przynajmniej pocieszałem się myślą, że nie widzę dziur w ścianach - może więc to nie będzie jeden z tych lokali, gdzie gości częstuje się deszczówką. Barwioną.
Po wejściu do środka... zostaję właściwie blisko wejścia. Nie idę nigdzie wgłąb, ale nie zostaję tez całkiem w progu, stając raczej na boku, tak by móc widzieć ludzi w środku, widzieć kto wchodzi gdy mnie minie i jednocześnie nie być pierwsza zauważoną przez wchodzących osobą. Z rękoma w kieszeniach szukam wzrokiem Aquato. Może już tu jest. Sprawdzę też godzinę, by wiedzieć jak stoję z czasem do spotkania.
No chyba, że wejście będzie zamknięte. Jeśli nie uda mi się otworzyć drzwi, pukam dwoma uderzeniami pięścią, a potem wkładam ja znów w kieszeń i czekam. Bez rozglądania się by nie dawać kamerom zbyt dużo ujęć. |
_________________ . . . |
|
|
|
|
Cinek
Najszybszy poster na dzikim zachodzie

Wiek: 36 Dołączył: 28 Kwi 2011 Posty: 378
|
Wysłany: Śro Mar 10, 2021 7:48 pm
|
|
|
Irn Yankobe
Czując, że kropiący nieśmiało deszcz zaczął powoli przybierać na sile, postanowiłeś nie czekać dłużej i wejść do środka. Pchnąłeś pancerne drzwi, na co te z ciężkim kliknięciem uległy twojej sile - miałeś też chwilę aby z bliska przyjrzeć się zamkowi elektrycznemu. Wiedza zawodowa pozwoliła ci rozpoznać model Stronghold T-200, którego cena sięgała kwoty nawet 200.000 kredytów. Była to jedna z najlepszych technologii dostępnych na rynku, praktycznie niemożliwa do złamania bez zaawansowanego deszyfratora posiadającego zdalne połączenie z superkomputerem. Dzięki wbudowanym zabezpieczeniom nadprądowym zamek był całkowicie odporny na niemal wszystkie urządzenia przeciążeniowe. Nie miałeś pojęcia, w jakim celu taka speluna miała takiej klasy zabezpieczenia, sądząc jednak po okolicy odpowiedzi mogło być co najmniej kilka. Zostawiając przemyślenia w tym temacie na później, przekroczyłeś próg i wszedłeś do środka.
Michael Aquato
Po zapłaceniu taksówkarzowi otrzymałeś resztę w postaci 20 kredytów. Bez zwlekania opuściłeś pojazd razem z androidem, po czym skierowałeś swoje kroki w stronę, gdzie według mapy powinien znajdować się bar "Smokey Joe". Jako że deszcz padał coraz mocniej, nie oglądałeś się na boki i szybko przemierzałeś ulicę. Kilka minut później stanąłeś przed naprawdę staro wyglądającym, piętrowym budynkiem wykończonym w dużej części drewnem i żelazem. W gęstej ulewie dostrzegłeś w nim jedynie dwa elementy, które mogły pochodzić z dwudziestego pierwszego wieku: para kamer przemysłowych i imponująco wyglądający zamek elektroniczny zamontowany w pancernych drzwiach strzegących wejścia do tego miejsca. Na dalsze podziwianie całokształtu architektury nie miałeś ochoty, czując że przemokłeś już do suchej nitki. Pchnąłeś drzwi, czy też bardziej właz, wchodząc do środka.
* * * * *
Soundtrack - My Least Favorite Life
Wewnątrz knajpy panował niezbyt przyjemny dla oczu półmrok - jedynymi źródłami światła było tu zaledwie kilka brudnożółtych jarzeniówek zawieszonych pod sufitem na łańcuchach. Unosił się tutaj też dosyć mocno wyczuwalny nozdrzami dym tytoniowy, dodatkowo pogorszający widoczność w pomieszczeniu. Niemal wszystko zrobione było tutaj z drewna okutego gdzieniegdzie żelazem. Podłogę stanowił skrzypiący pod stopami, lekko zakurzony parkiet. Na wprost od wejścia znajdował się kilkumetrowy bar z różnymi alkoholami na półce za ladą, w większości była chyba to whisky bądź brandy. Przy samym barze stało pięć wysokich, metalowych siedzeń, w tym tylko jedno z nich było zajęte. Pozostałymi miejscami siedzącymi było na oko dziesięć "boksów" stojących pod ścianami, każdy złożony z niedługiego stołu i zwróconym ku sobie po obu jego stronach ławom z wysokimi oparciami, zapewniającymi względną prywatność. Dwa boksy znajdowały się zaraz na lewo od wejścia, kilka znajdowało się na prawo, kończąc na sąsiedniej ścianie lożą "narożnikiem", zakręcającą w głąb lokalu i kontynuującą rząd boksów jeszcze kilkoma sztukami. Całość tworzyła kształtem literę "L" otaczającą bar, zaś pomiędzy nie było więcej jak kilkadziesiąt metrów kwadratowych wolnej przestrzeni. Raczej trudno było pozostać tutaj niezauważonym.
Jeśli chodzi o gości, jedynymi osobami obecnymi w lokalu był bardzo chudy mężczyzna siedzący przy barze, ubrany na pierwszy rzut oka jak wyciągnięty żywcem z filmu o Dzikim Zachodzie kowboj. Za ladą, nieopodal niego stał barman wycierający szklanki jakąś szmatką. Był to dosyć krępy, łysy mężczyzna z widoczną, acz nie przesadną nadwagą. Był całkowicie łysy i wyglądał na takiego, co ma swoje najlepsze lata już za sobą. Ostre rysy twarzy, niczym wyciosane na starym pniu, budziły jednak pewną dawkę grozy. Pozostałymi osobami było dwóch jegomości ubranych w ciemnoczerwone szaty z kapturami, siedzących w ciszy w ostatnim ze znajdujących się po prawej stronie boksów - tym patrząc na ukos przez całe pomieszczenie, najdalej od wejścia. Pozostałe miejsca siedzące wyglądały na puste.
Irn Yankobe
Po wejściu do środka nie udało ci się znaleźć wzrokiem Michaela, postanowiłeś więc zaczekać na niego zanim wybierzesz jakiekolwiek miejsce siedzące. Stanąłeś gdzieś pomiędzy pierwszym a drugim boksem od prawej. Barman zerknął na ciebie spode łba, po czym kontynuował czyszczenie kufli. Nie musiałeś czekać długo, bo już po kilku minutach do lokalu wszedł twój znajomy inżynier. Od razu rozpoznałeś jego twarz, nie wiedziałeś jednak, kim jest towarzyszący mu młodzieniec, który wszedł tuż za nim. Był to wysoki, niebieskooki blondyn, ubrany w szary kombinezon... ze znakiem Korporacji. Natychmiast włączyła ci się czerwona lampka w głowie. Czy była to zasadzka? Jeśli tak, jedyne widoczne wyjście z budynku było niestety zablokowane przez tą dwójkę. Michael wyglądał jednak na zupełnie spokojnego i opanowanego, zupełnie inaczej niż ktoś, kto miałbym lufę pistoletu przystawioną do pleców. Po dłuższym wysileniu szarych komórek przypomniałeś sobie, skąd kojarzysz nieznajomego - była to osoba, która razem z liderem White Serpents walczyła ramię w ramię z potworem pod magazynem. Z jakiegoś powodu dołączył on też do was podczas ucieczki transporterem z miejsca włamania, zupełnie jakby był częścią drużyny od samego początku. W tamtym czasie byłeś na wpół przytomny ze względu na bycie na skraju śmierci i niezbyt przykuwałeś uwagę czemukolwiek innemu niż pozostawaniu przy życiu, teraz jednak doskonale pamiętałeś, że bez wątpienia młodzieniec walczył po waszej stronie. Miałeś mieszane uczucia, jednak nie było żadnych przesłanek ku temu, aby spodziewać się czegokolwiek złego po tej tajemniczej postaci. Wyglądało też na to, że Michael nie zauważył, a przynajmniej nie rozpoznał twojej osoby. Nie było w tym nic dziwnego ze względu na to, że nadal miałeś na sobie swój kamuflaż w postaci chusty, okularów i czapki. Swoją drogą, noszenie przyciemnianych okularów w tym pomieszczeniu było jeszcze bardziej niewygodne niż na zewnątrz, nawet przy funkcjach korekcji obrazu twoich implantów ocznych.
Inicjatywa: Irn -> Michael. Przenosimy się teraz na czat grupowy na Discorda. Możecie odpisywać w kilku czy nawet jednym zdaniem, chciałbym uniknąć wielowarstwowej konwersacji (oczywiście jeśli do takowej dojdzie).
Jeśli będę coś chciał/musiał wtrącić jako MG, napiszę <MG> aby zaznaczyć, abyście wstrzymali się na chwilę z odpisami (ewentualnie jak sami stwierdzicie taką potrzebę, np. coś będziecie chcieli zamówić). Po wklejeniu moich trzech groszy będziecie mogli normalnie kontynuować konwersację czy inne akcje. Kiedy skończycie i będziecie chcieli opuścić bar, dam swój ostatni odpis, wkleję wszystko na forum i wrócimy do postów.
Gdy tylko zobaczyłem kombinezon korporacji, ręka od razu zacisnęła mi się mocniej na paralizatorze. Mogłem właściwie usłyszeć bicie serca gdy tętno przyspieszyło. Miałem już planować ewakuację, ale na szczęście udało mi się myśleć na tyle trzeźwo, by skojarzyć ze sobą kilka faktów. On... był z nami podczas tego napadu? Chwila kminienia dała mi do zrozumienia, że to może być najemnik... i tak jak Ruda... to znaczy Judy wynajęła kogoś do ochrony, tak i też mógł zrobić Aquato. Tyle mogłem zrozumieć. Ale czego nie rozumiałem to ten kombinezon. Podczas misji może miał jakieś użycie - nie wiem, może gościu infiltrował ranki w magazynie i dlatego nie pamiętam go z transportera, ale tutaj? Coś tu śmierdzi. Ale naprawdę mam zbyt przegraną pozycję bym mógł tak po prostu skreślić tę znajomość zanim dowiem się więcej.
Ruszam się wreszcie z miejsca. Jak płynnie mogę, staram się podejść przed dwójkę zanim pójdą dalej, wyciągnąć jedną dłoń z kieszeni tylko po to by wskazać jeden z wolnych stołów przed sobą - by oni tę dłoń widzieli, ale nie było jej widać od strony lady - i iść dalej, do tego stołu który wskazałem. I tam zasiąść.
Chwilę po wejściu do środka, Michael zauważył również stojącego na uboczu mężczyznę. Ubrany był on w skórzaną kurtkę, na głowie miał czapkę, a jego twarz zasłaniało coś wyglądającego na bandanę. Oczy zasłonięte były zaś przeciwsłonecznymi okularami. Po przetarciu własnych okularów z kropel deszczu inżynier zdał sobie sprawę, iż ta osoba może być jego kolegą, Irnem, nie mógł mieć jednak stuprocentowej pewności ze względu na pełny kamuflaż oblicza jegomościa. Zamaskowany mężczyzna po niedługim "przeskanowaniu" inżyniera i jego towarzysza podszedł w ich stronę, po czym krótkim gestem dłoni wskazał na pustą lożę po lewej stronie od wejścia do lokalu. Samemu zaś nie zatrzymując się dotarł do niej i usiadł plecami do nich.
Michael skinął po zobaczeniu gestu i dosiadł się do loży, siadając blisko ściany tak, by obok niego mógł zasiąść android. - No to jestem. Nie przejmuj się moim nowym kolegą - inżynier wskazał na odlew androida, szukając na stoliku jakiegokolwiek menu, zapewne kiepsko wydrukowanego na laminowanym kartonie. -Dużo się ostatnio działo. To o czym chciałeś porozmawiać?
Po spoczęciu na wątpliwej jakości ławie w loży Michael rozejrzał się po blacie, nie znalazł tam jednak żadnego menu. Wyglądało na to, że zamówień w tym lokalu dokonuje się bezpośrednio u barmana, który nadal nie wyglądał na zainteresowanego nową klientelą swojego przybytku.
- Ciężko mi się nie przejmować. - uniosłem powstrzymująco dłoń, spoglądając na Michaela, a potem przeniosłem wzrok na nieznajomego i jego wskazując tą samą, otwartą dłonią. - Kto to?
Michael rozejrzał się dookoła, by upewnić się, że nikt nie siedzi za blisku czy też nie zwracają na nich za dużo uwagi. Ale nawet jakby cały bar był pusty, to nie czułby się z tym komfortowo. -Anders jest...powiedzmy póki co, że ocalił moją dupę w czasie ostatniego i od tego czasu się zżyliśmy. Chociaż muszę mu jutro kupić nowe ubrania, w tych spał w tamtym magazynie. To nie jakiś pracownik korpo, spokojnie.
Irn przyjrzał się jeszcze chwilę nieznajomemu, powoli opuszczając dłoń. Mało przekonujące, pomyślał. Z początku chciał Aquato zaprowadzić do swojego aktualnego ukrycia, ale w takiej sytuacji ten plan chyba zostanie porzucony. Z wolna sięgnął do okularów by je zdjąć. Naprawdę przeszkadzały w tak ciemnym lokalu. - Dużo masz czasu? - zaczął od dość neutralnego pytania, przenosząc wzrok znów na znajomego inżyniera.
-Dopiero co wyszedłem ze szpitala. Raczej dużo. To czemu chciałeś się spotkać?
- Bo jesteś jedyna osobą w tym fachu którą znam, wciąż jest na wolności i do tego nadal żyje. - odburknął złodziej, złożywszy okulary na blacie. - I... do tego nie muszę ci tłumaczyć sytuacji w jakiej jestem. Mam nagrodę wypisaną na czole dla pierwszego kto ten łeb przyniesie korposzczurom. - Irn uniósł dłoń by puknąć się we własną skroń. Krótko zerknął na nieznajomego, ale zaraz wrócił wzrokiem do Aquato. - Dlatego muszę zniknąć. Będę potrzebował zmian. Więcej chromu. I tu pierwsze pytanie z mojej strony - jakie znasz sposoby na nierozpoznanie twarzy?
Michael westchnął, podnosząc wzrok na sufit. Był zdecydowanie za głodny na myślenie o wszystkich możliwych opcjach. -Zwykła chirurgia plastyczna. Istnieją też maski z plastiku łączone z mięśniami które masz pod skórą. Ale jakakolwiek operacja to mieszanie lekarzy w całe zajście. - Andersowi też przydałby się lifting, pomyślał inżynier. Zaczął się zastanawiać nad nieinwazyjnymi metodami naprawienia tego burdelu. -Wiesz, największym zagrożeniem są tan naprawdę kamery i wszelki soft wykrywający twarze i identyfikujący twoją tożsamość. Hakerską metodą byłoby po prostu nosić maskę zakrywającą tyle twarzy, ile się da, gdy jest się na ulicy. Chyba że...
Michael zaczął zastanawiać się nad technologicznymi metodami ukrycia tożsamości, o jakich słyszał w trakcie swojej niedługiej inżynierskiej kariery. Pierwsze co przyszło mu do głowy to wszczepy mikroprojektorów dookoła twarzy, nadpisujących wizerunek użytkownika holograficznym obrazem innej twarzy. Technologia ta miała już dobre kilkadziesiąt lat, dlatego zdążyła ustabilizować się cenowo na rynku -zainstalowanie takich implantów z podstawowymi funkcjami jak mimika twarzy zamykało się w kwotach do dziesięciu tysięcy kredytów. Inżynier był pewny, że w CyberCity znajdowało się dużo salonów oferujących instalowanie tego typu bajerów, często bez paragonu. Tańszą wersją zakrycia twarzy hologramem było użycie zwykłej holo-maski za kilkaset kredytów - tutaj niestety nie można było mówić o skutecznym oszukiwaniu służb porządkowych ze względu na słabą jakość cyfrową kamuflażu.
Inżynierowi przyszła do głowy jeszcze jedna rzecz, było to jednak rozwiązanie conajmniej kontrowersyjne. Michael dorabiając na boku jako złota rączka do zniszczonych protez i implantów, często miał do czynienia z osobami zarabiającymi pieniądze w niekonwencjonalny sposób. Niespełna miesiąc temu pewien mężczyzna, który odwiedził jego mieszkanie z mocno pokiereszowaną twarzą i zniszczoną protezą ręki, wiszącą zaledwie na kilku kablach w okolicy przegubu łokciowego, był na temat swoich zarobków nad wyraz rozmowny. Zwłaszcza, że towarzyszący mu wtedy ból uśmierzał częstymi pociągnięciami whisky ze sporej piersiówki. Jego biznesem było wypożyczanie swoim klientom androidów kontrolowanych przez urządzenia do gier typu VR. Historycznie pierwszy przypadek pomyślnego użycia takiego rozwiązania miał miejsce zaledwie cztery lata temu, szybko jednak korzystanie z awatarów-cyborgów zostało surowo zabronione przez rządy Imperium, czyniąc tego typu biznes nielegalnym. Mimo to, ilość autonomicznych androidów na ulicach była tak duża, że wyłapywanie tych "sterowanych" było praktycznie niemożliwe, zaś bycie przyłapanym na gorącym uczynku z cyberkaskiem na głowie w jakiejś zatęchłej piwnicy wymagało nie lada pecha. Nie zmieniało to jednak faktu, że kilka tego typu działalności na terenie całego kraju zostało już rozpracowanych i zamkniętych razem z ich właścicielami. Media, pod silnym zakazem rządu i największych korporacji, nie mogły o tego typu miejscach wspominać w środkach publicznego przekazu, aby nie robić im darmowej reklamy - wiedzę tą Michael zawdzięczał tylko i wyłącznie swojemu klientowi. Po krótkim zastanowieniu Michael z łatwością przypomniał sobie też jego imię - Lee Kernell. Oczywiście, miał również jego dane kontaktowe w aplikacji QuickSpeak.
Irn cyknął językiem. - Chirurgia to zbyt... jednorazowe rozwiązanie. - odburknął wcinając się inżynierowi w zdanie, przechylił się w tył i po oparciu mocniej na tyle siedzenia, westchnął. - Nie istnieje nic bardziej zmiennego? Implant kości czy skóry na twarzy który pozwalałby na zmianę rysów na życzenie?
-Istnieją implanty które dokonują holograficznej korekty twarzy. Modele na tyle zaawansowane by naśladować mimikę są drogie, ale to stabilny rynek, coś koło dziesięciu koła. Dużo tańsze są holomaski. No i...ten. - inżynier zastukał palcem o stół, zastanawiając się. -Jeśli nie chcesz ryzykować nawet ciałem to...znam kogoś, kto pozwala zdalnie poruszać się po mieście. Wiesz, ty w jednym miejscu ale połączony z androidem czy coś. Ale to tak bruździło korporacji, że to zdelegalizowali. Nie wiem, czy facetowi nie zrobili najazdu na chatę.
- Holograficzne? - Irn odpowiedział ze zdziwieniem, nawet się trochę krzywiąc. - Drony tego nie wykryją od razu? Deszcz nie zakłóci? Albo jakiekolwiek... no nie wiem, jakieś... elektromagnetyczne źródło zakłóceń?
Inżynier może i nie był ekspertem w dziedzinie hologramów i technologii używanych we wszczepach do imitacji wizerunku, wiedział jednak, że obecne urządzenia (te z wyższej półki, nie holomaski z bazaru) niemal w pełni brały poprawki na złe warunki atmosferyczne. Co do dronów policyjnych, nie miał pewności czy nie potrafią one zakłócać działania takich implantów czy chociażby wykrywać obecność hologramu. Wydawało mu się to mało prawdopodobne, chociaż nie dałby za to głowy. Kto wie ile policja i Korporacja inwestują w swoje zabawki.
-Dlatego są tańsze. Raczej biorą poprawki na warunki atmosferyczne, inaczej nikt by tego nie kupił. Ale prawie na pewno korposzczury są jak nie o krok przed obecnym poziomem zabezpieczeń, to zaraz za nim.
Włamywacz wypuścił powoli powietrze przez zęby. - Mm. Dlatego pewnie wolałbym coś bardziej fizycznego. To z... androidami też brzmi obosiecznie. Przesył informacji można namierzyć. - Irn westchnął. - Hologram. Lalki. To... jedyne opcje?
Inżynierowi nie przyszło już nic innego do głowy poza rekonstrukcją całej twarzoczaszki za pomocą polimerów, nie różniło się to jednak wiele od opcji zwykłej operacji plastycznej i było o wiele droższe. Zarekomendowanie czegoś takiego raczej wiele nie zmieni.
-Jeśli nie liczyć rekonstrukcji twarzy za pomocą chirurgii plastycznej, to tak. Ukrywanie tożsamości w kontakcie osobistym zawsze sprawia problemy. Więc najlepsze rozwiązania to zawsze albo się schować póki sprawa nie ucichnie albo właśnie stworzenie dystansu między swoim ciałem a tym, gdzie wędruje twoja świadomość.
Podczas gdy Irn Yankobe rozważał usłyszane przed chwilą opcje i zastanawiał się nad swoją odpowiedzią bądź dalszymi pytaniami, obaj usłyszeliście dosyć szybkie kroki w swoją stronę. Był to barman, do tej pory cierpliwie znoszący wasze ignorowanie faktu, iż w tego typu przybytkach kelnerów raczej nie ma. -Słucham, co podać dżentelmenom? - zapytał, nie kryjąc zniecierpliwienia i rezygnacji w głosie -Na kranie mamy dzisiaj stouta z Red Badger Brewery i naszego szczodrze nachmielonego lagera Molten Gold, którego sami warzymy. Z whisky to co widzicie za ladą, głównie burbony. No chyba, że szukacie u mnie czegoś... innego. Barman zmierzył krótko wzrokiem kolegę Michaela, tego w kombinezonie korporacji, nie wyglądał jednak jakby miał jakiekolwiek uprzedzenie do niego z powodu naszywki Clark Corp. Irn zauważył, że siedzący przy ladzie "kowboj" spoglądał w tej chwili na was kątem oka, był jednak dalej odwrócony do was plecami.
Żadna z opcji nie brzmiała zachęcająco, ale naprawdę nie był w sytuacji by wybrzydzać. Koniec końców, chyba to hologram był lepszym wyjściem. Pewnie też tańszym. Irn miał odpowiedzieć po długiej chwili namysłu, gdy pojawił się barman - tym razem łotrzyk zareagował od razu. - Trzy razy stouta. - odparł mu, spoglądając na gospodarza.
Barman z wyraźnym podziwem uniósł na chwilę brwi, patrząc na włamywacza, chwilę później zwracając się do Michaela i jego towarzysza. - A dla panów?
-Akurat miałem podchodzić. Macie cokolwiek do jedzenia? Frytki chociażby? - stwierdził Mike, próbując być na tyle neutralnym na ile może ktoś, kto przed chwilą rozmawiał o zbrodniczych planach.
- To było dla w... - Irn zaczął, ale potem machnął ręką.
Barman kiwnął głową na pytanie Michaela. - Myślę że coś się znajdzie. Mogę Panu przyrządzić cheeseburgera z frytkami, ewentualnie zostało mi też trochę smażonych skrzydełek z kurczaka w panierce. Na tygodniu o tej porze nie mamy zbyt wielu klientów, także to wszystko. -Ja zostanę przy stoucie - odezwał się Anders - jak to wcześniej przedstawił mężczyznę Michael - pokazując palcem na Irna i dając tym samym do zrozumienia, że poczęstuje się jednym z trzech zamówionych piw. Barman machnął od niechcenia ręką. Jego reakcja chwilę wcześniej była najwyraźniej żartem.
-Cheeseburger brzmi dobrze do tego stouta. Dziękuję.
Barman kiwnął głową, przyjmując zamówienie Michaela, po czym szybko przebiegł wzrokiem po pozostałych twarzach, upewniając się, że nikt więcej niczego nie chce. Zaraz po tym odwrócił się powoli, po czym odszedł w stronę baru. Ulewa na zewnątrz przybierała na sile, niemal zagłuszając swoim szumem grającą wewnątrz knajpy muzykę. W jednym momencie rozległ się potężny grzmot, nieznacznie stłumiony przez grube ściany budynku, a światło wewnątrz lokalu zamigotało przez chwilę. Silna wichura zaczęła cicho gwizdać przez zamknięte szczelnie drzwi i okna. Burza najwyraźniej tylko przybierała na sile. Czuliście, że wychodzenie w trakcie tej zawieruchy na zewnątrz nie byłoby dobrym pomysłem.
- Ile miejsca zajmuje taki hologram? Jak często trzeba go ładować? - Irn wrócił do tematu gdy tylko barman oddalił się poza zasięg głosu.
Michael po krótkim zastanowieniu przypomniał sobie, że tego typu implanty po wbudowaniu w skórę czy też czaszkę nie zajmują więcej miejsca niż trochę grubszy plaster przyklejony na skroniach, żuchwie czy też czole. Zależało to od modelu, mikroprojektory holograficzne były jednak w tych czasach naprawdę zaawansowane technologicznie, a produkujące je firmy nie oszczędzały środków na downsizing. Jeśli chodzi o ładowanie to inżynier nie był pewny jakie dokładnie zasilanie jest tam użyte - bardzo możliwe że odbywa się to tak jak w większości protez biomechanicznych, gdzie energia potrzebna do operowania nią pobierana jest bezpośrednio z organizmu człowieka.
-Obecne modele są rozmiarów znaczka, jeśli twój dziadek takie zbierał. Wiesz. - Mike narysował mały kwadrat palcem na stole. - Zasilanie, jak większość szczepów, bioenergetyczne. Będziesz pewnie więcej jadł.
Trzynaście puknięć palcami o blat później, Irn przekrzywił się ledwo na bok. - Potrafisz coś takiego zainstalować?
Michael nie miał bladego pojęcia jak takie coś zainstalować.
-Jak mówiłem, to kwestia chirurgii. My nie montujemy, my naprawiamy zainstalowane jak coś strzeli. Albo na stole.
- No dobra. - Irn machnął ręką. - A... ramię? Cośtam... Augmentation... 500. Albo 5000. Widziałeś je zresztą, byłeś w tym samym magazynie.
-Wziąłeś któreś? Mogę przejrzeć, czy nie ma usterek. Jeśli nie są modyfikowane to pewnie służą tylko zastąpieniu naturalnych mięśni mocniejszymi. - Michael poprawił okulary na nosie -Może ma jakiś schowek na broń, kto wie.
- A montaż? Mogę załatwić chyba jakiegoś ś doktorka, ale... - zawiesił głos.
Inżynier pokręcił głową.
-Gdybyś już miał sztuczną rękę, to mógłbym ją wymienić w istniejącym cyber-stawie. Ale podłączenie do mięsa wymaga chirurga. I znieczulenia.
- ...i tyle? Nie trzeba żadnej... nie wiem, konfiguracji?
-To się zazwyczaj dzieje jeszcze na poziomie produkcji. A dostosowanie się do protezy to bardziej kwestia przyzwyczajenia niż jakiegoś softu. Całość robią tak, by reagowało na bodźce systemu nerwowego podobnie jak to, co zastępują. Rehabilitacja i konfigi to bardziej sprawa gdybyś, nie wiem, dodał sobie dwie pary rąk.
- ...Mhm. - złodziej burknął, osuwając się nieco niżej na krześle. Wzrokiem powędrował w kierunku baru, sprawdzając, czy facet ze wcześniej nie wraca już do stołu ze stoutami. Jeśli nie, wraca wzrokiem do Aquato, wczesniej krótko zatrzymawszy go na nie-znajomym. - A... masz teraz... jakieś źródło robót?
-Serpents trzymają mnie na smyczy. Tak poza tym to nie. A co? - stwierdził zmęczonym tonem głodny inżynier.
W momencie kiedy Irn zerknął w stronę baru, barman kończył nalewać ostatnie piwo. Krótką chwilę po pytaniu Michaela na waszym stole wylądowały trzy niskie, pękate kufle wypełnione ciemnym napojem, zwieńczonym u góry pulchną, kremową pianą. Mężczyzna wrócił do swojego stanowiska pracy, najprawdopodobniej aby zająć się posiłkiem dla inżyniera.
Irn odczekał cały proces serwowania trunków w całkowitym milczeniu, odprowadzając potem jeszcze barmana wzrokiem przez pół jego drogi. Chwycił po tym kufel, którym lekko zakołysał. - Bo na mnie się wypięli. A oszczędności nie trwają wiecznie.
-Hmm. Dam ci znać, jeśli coś mi się obije o uszy. Tak szczerze mówiąc, to jestem przytomny od...Anders, jak myślisz, mniej niż doba? - Inżynier obrócił się ku androidowi i upił łyk piwa. Może chociaż płyn częściowo zatka pustkę w brzuchu.
- Jest pan przytomny dokładnie od sześciu godzin i trzynastu minut. Operacja skończyła się dzisiaj około południa, był pan jednak pod wpływem silnej narkozy i minęło kilka godzin zanim się pan obudził. - odpowiedział towarzysz Michaela, przysuwając do siebie swój kufel. Bez dłuższego zastanowienia wypił całe piwo za jednym razem, po czym odstawił puste naczynie na blat.
Upijając ledwie łyk, Irn znów skupił wzrok na Andersie, najpierw słuchając aż nazbyt dokładnego czasu a potem obserwując wyżłopanie całego piwa na raz. Kim do cholery jest ten gość? - Mmm-hm. - burknął znów. - Kiedy miałbyś czas żeby spojrzeć na to ramię?
Mike wzruszył ramionami.
-Jak się najem. Mogę nawet spojrzeć tu i teraz jeśłi masz je ze sobą.
- Nie mam. - Irn rozłożył ręce krótko, nim znów złapał za kufel. - Poczekam.
Na posiłek Michael musiał poczekać jeszcze dobre 10 minut. W przeciągu tego czasu popijaliście powoli stouta, który smakował co najwyżej przeciętnie. Słuchając powolnej muzyki z głośników pogrążyliście się w leniwej nostalgii. Czuliście, że szalejąca za gwiżdżącymi w podmuchach wiatru drzwiami ulewa całkowicie oddziela was od świata zewnętrznego, w którym ostatnio wasze życia zostały wywrócone do góry nogami. Z jednej strony burza była niepokojąca, z drugiej jednak przynosiła pewną ulgę, że przynajmniej na ten krótki czas macie chwilę spokoju.
Kiedy cheeseburger wylądował na stole przed Michaelem, ten rzucił się na niego dużo łapczywiej niż sam się spodziewał. Głód i lekki nadmiar alkoholu w organizmie zaczynał już przyprawiać go o zawroty głowy. Smak dopiero co odmrożonego w mikrofali posiłku ani trochę nie zgasił jego apetytu. Dopiero kiedy burgera zostało mniej niż połowa, inżynier poczuł niesamowitą ulgę zaspokojonego głodu i zwolnił trochę. Za ten czas włamywacz kontynuował sączenie piwa, czując powoli lekkie, przyjemne zamroczenie.
- Podgłośnij to - usłyszeliście głos z końca sali. Zauważyliście, że "kowboj" ze zniecierpliwieniem machał ręką w stronę niedużego ekranu znajdującego się na rogu barku, tuż obok długich półek zastawionych butelkami whisky. Widzieliście na ekranie jakieś wiadomości, nic jednak nie słyszeliście. Dopiero po chwili muzyka ucichła, zastąpiona głosem prezenterki, coraz głośniejszym wraz z naciskaniem przycisku pilota przez barmana.
- ...poinformował nas nasz kontakt, we wszystkich dzielnicach przy wybrzeżu podniesiono już zapory ochronne przeciwko tsunami, którego ryzyko wystąpienia wzrosło w ciągu ostatniej godziny dwukr... przepraszam, czterokrotnie - mówiła prezenterka, zaś w rogu ekranu można było zobaczyć mniejszą relację jakiegoś gościa w płaszczu przeciwdeszczowym, walczącego z porywaną parasolką. Szybko jednak obrazek ten zniknął z ekranu. - Na miejscu jest... przepraszam, straciliśmy kontakt. Tak jak zostaliśmy poinformowani wcześniej, władze dzielnicy szóstej i siódmej zarządziły już natychmiastową ewakuację ludności zamieszkującej tereny najbliżej brzegu. Centrum Meteorologiczne Los Angeles nadal bada przyczyny anomalii pogodowej uderzającej w nasze miasto w przeciągu ostatniej godziny. Tom, jesteś z nami?
-Z nieoficjalnych źródeł udało nam się ustalić, iż źródłem potężnej burzy jest tajfun Shawn, który pomimo swojego łagodnego przebiegu około godziny dwudziestej gwałtownie przybrał na sile i zmienił kurs prosto na Los Angeles - odezwał się lekko zakłócony głos jakiegoś mężczyzny. -Według map i prognoz jest on wciąż daleko od miasta i kulminacja uderzenia przewidywana jest dopiero na jutrzejsze popołudnie. Już teraz krążą jednak plotki o planach wprowadzenia godziny policyjnej jutro w samo południe. Ludzie, nie wychodźcie z domów, jeśli nie musicie!
-Dzięki, Tom. Zostańcie z nami, więcej szczegółów już wkrótce. Dla całego Los Angeles, Alice Winters, wiadomości pogodowe kanału drugiego.
Siedzący przy barze mężczyzna w kapeluszu pokręcił powoli głową, po czym skinął palcem, na co barman nalał do jego pustej szklanki whisky. Dwaj siedzący w rogu pomieszczenia jegomoście w czerwonych szatach nie zdawali się być zainteresowani wiadomościami. W tej chwili zajęci byli rozmową... i spoglądaniem od czasu do czasu w waszą stronę. Czuliście w powietrzu, że rozważają czy do was podejść, mogło być to jednak jedynie złudzenie spowodowane atmosferą tego miejsca. |
_________________ > Karta postaci. |
|
|
|
|
|
|
smartDark Style by urafaget Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |