| |
Wiele sfer Mało gier |
 |
Gra - Rozdział I: The Blue Core
Jedius 9 Baka - Czw Lis 05, 2020 12:59 am
Dobrze, że leje. Nie tylko dlatego, że to może utrudnić identyfikację mojej osoby czy ogólnie ogranicza widoczność, ale po prostu w tym jednostajnym szumie jest coś... kojącego. Albo może nie w szumie, a zapachu. Albo w jednym i drugim. Deszczowa pogoda po prostu uspokaja, a to coś, czego teraz potrzebuję. Na pewno nie stłamsi całkowicie nerwów które mną trzęsą, ale pomaga je nieco przytłumić. To już wystarczająco mocno odpłaca za fakt, że wszystko co na sobie mam zaczyna coraz bardziej przemakać. Najwyżej dodam jeszcze przeziębienia do pociętych flaków. Byłoby niesamowicie zabawne, gdyby mnie to zabiło, pomyślałem. Ale i tak mam wrażenie, jakbym teraz żył na kupionym czasie.
Docierając już praktycznie do celu, na pewno zwróciłem uwagę na wielki bar. To jest ten typ miejsca, w którym zaczynałem swoją... "karierę". Od groma upitych ciał które aż się proszę o ulżenie ich portfelom. Tym bardziej, że w środku zazwyczaj jest ciemno i głośno. Warunki idealne. To dzięki takim właśnie przybytkom mogłem być pewien, że raczej nigdy nie będę musiał głodować. Ale oczywiście, to nie mógł być szczyt ambicji żadnego szanującego się złodzieja.
Motocykliści. Przez chwilę zwątpiłem. W głowie takie grupy od razu symbolizowały dla mnie gangi, a gangi z kolei kogoś, kto chciałby mnie ograbić. Jeśli rzeczywiście ten zasrany typek z nagrania dotrzymał słowa, a ja wypłaciłbym te pieniądze jak zamierzam, miałbym dużo do stracenia w potencjalnej konfrontacji. A ucieczka też nie byłaby łatwa - motor to pojazd który jest nie tylko szybki, ale i ciężko go zgubić w wąskich alejkach. Zapalała mi się od razu czerwona lampka gdzieś z tyłu głowy. Z drugiej strony jednak coś mówiłoby, żebym nie był paranoikiem. To przecież tylko panowie którzy podjechali sobie do baru, popić. Razem z całą ekipą. Prawda? Zajmą się swoimi sprawami, ja swoimi. Ten głos raczej wygrywał. Skierowałem się do budki, i wszedłem do środka jeśli nie była zamknięta, oczywiście zamykając ją za sobą. Portfel, karta, procedura odbywana nie pierwszy raz w życiu, ale teraz wolniej, po kolei - wciąż nie mam pewności, że nikt nie siadł mi i na tym koncie. Wciąż się trochę obawiam. Ale... muszę po prostu sprawdzić jakie mam dostępne środki. Więc sprawdam.
Tidus - Pon Lis 09, 2020 6:09 pm
-Czyli gdyby miało to większą moc, mógłbyś po prostu ugotować mózg wszystkim w promieniu paru metrów? - spytał Majk, zerkając na odpowiedź Irna. Na chuj się pyta skoro i tak go zbył? Zresztą.
Inzynier raz jeszcze sprawdził, czy zabrał wszystko, po czym rzucił
-Chodźmy.
i udał się do wyjścia. Złapie jakąś taksówkę i pojedzie...gdzieś. Dalej. Najpierw naprzód, potem pomyśli się o dzielnicach. W sumie trzeba znaleźć jakieś lokum na później.
Cinek - Pon Lis 09, 2020 9:18 pm
Irn Yankobe
Postanowiłeś nie zwracać zbytnio uwagi na dwójkę palących mężczyzn i rzeczywiście, oni również nie wydawali się zbytnio tobą zainteresowani, nawet kiedy zacząłeś zbliżać się do stojącego kawałek od nich bankomatu. Po wejściu do okrągłego, szklanego budynku niewiele większego od budki telefonicznej, rozsuwane drzwi zamknęły się za tobą automatycznie. Szklane, przezroczyste do tej pory ściany natychmiast pociemniały, oddzielając cię od świata zewnętrznego. Byłeś w tej chwili zupełnie niewidoczny z ulicy. Zaraz po tym wnętrze rozświetliło się chłodnym, niebieskim światłem, odsłaniając szeroki, bardzo symplicystyczny panel.
-Proszę o podanie kodu identyfikacyjnego i hasła - odezwał się kobiecy głos, zaś nad panelem rozświetlił się granatowy hologram klawiatury. Wstukałeś swoje dane, zaraz po czym potwierdziłeś operację, której chciałeś użyć - sprawdzenie stanu konta. Drugi hologram, znajdujący się trochę nad klawiaturą, pokazał zera. Nogi pod tobą trochę zmiękły, a serce na chwilę zabiło szybciej. Było to sporo zer, a dokładniej cztery... z piątką na czele. Czułeś się jak przy sprawdzaniu losu z loterii, na który postawiłeś naprawdę dużo - swoje życie. Ostatecznie jednak ryzyko się opłaciło. Patrzyłeś na okrągłą sumkę przez kilka dobrych sekund, aż na dobre uwierzyłeś, że to rzeczywistość. Chyba czas podjąć decyzję, co robić dalej.
Michael Aquato
Android przekrzywił głowę lekko na bok w niezrozumieniu. Miała to być chyba symulacja ludzkich odruchów, których raczej nie spodziewałeś się u maszyny.
-Ugotować mózg na odległość? Jak w przypadku serii incydentów z awariami masztów 6G w 2025 roku? Tak jak słusznie pan zauważył, do tego potrzeba dużo większej mocy. Obejście standardowego wzmocnienia sygnału mogłoby uszkodzić mój moduł bezpowrotnie. Podejmowanie takiego ryzyka nie jest rekomendowane. Potrafię zabijać równie efektywnie bez tego.
Po jego odpowiedzi, czy to satysfakcjonującej czy nie, upewniłeś się że wszystko zabrałeś i wydałeś androidowi rozkaz pójścia za tobą. Razem ruszyliście długim korytarzem w stronę szerokich, dwuskrzydłowych drzwi prowadzących na zewnątrz tego "szpitala". Im bardziej się zbliżaliście do końca, tym wyraźniej słyszeliście stłumione odgłosy jakiejś muzyki.
BGM - Matilde
Pchnąłeś prawe skrzydło wielkich drzwi, zaraz po czym dotychczas głuche dudnienie zamieniło się w wyraźną, głośną muzykę. Czułeś, jak silny bas zadudnił w twojej klatce piersiowej, szybko jednak o nim zapomniałeś, widząc przed sobą ogromną... arenę? Chyba tylko to przychodziło ci do głowy jako pierwsze wrażenie.
Oświetlona jasnofioletowym światłem, ogromna, okrągła hala miała dwie kondygnacje. Górną, na której właśnie stałeś, była platforma otaczająca arenę niczym pierścień, zaś przed wpadnięciem "do środka", na sam dół chroniła jedynie metalowa barierka. Górne piętro zbudowane było z jakiegoś rodzaju metalu bądź aluminium pokrytego czarną powłoką, dzięki światłu z reflektorów na suficie było tutaj stosunkowo jasno. Dookoła, na zewnętrzej ścianie platformy widać było wiele drzwi i wyjść na korytarze, trudno było jednak zgadnąć gdzie prowadzą. Podszedłeś kilkanaście metrów do przodu, aby wyjrzeć przez barierkę na dolne piętro. Widziałeś tam naprawdę dużą ilość ludzi, jednych stojących z drinkami, innych siedzących na długich sofach czy przy stolikach. Nie mówiąc zbyt dużo, sprawiało to wrażenie jednego wielkiego klubu, tylko że bez parkietu do tańca. Takowy może i gdzieś był, jednak nie w "centrum" areny. Tam znajdował się okrągły bar z podświetlaną na niebiesko ladą. Po jednej stronie siedzieli w większości faceci z piwami w rękach, po drugiej zaś, wewnętrznej stronie obsługiwały ich wyzywająco ubrane kobiety. Pośrodku całego baru stała masywna kolumna otoczona półkami z masą różnych butelek z alkoholami i napojami. Ściana napitków ciągnęła się "zaledwie" dwa metry w górę, jednak sama kolumna sięgała szczytu sklepienia całej areny, tam gdzie znajdowały się reflektory. Dolne piętro rozciągało się pod górną kondygnacją głębiej niż byłeś w stanie stąd dojrzeć, także pewnie cały ten klub nie był jedynym miejscem, jakie znajdowało się na parterze. Co tu dużo mówić, nawet jak na główną bazę mafii, jej szefowie mieli całkiem spory rozmach.
Rozejrzałeś się jeszcze raz po całym pierścieniu, będącym pierwszym piętrem tego przybytku. Było tutaj sporo osób, pod ścianami mogłeś nawet gdzieniegdzie znaleźć jakieś loże, gdzie można było usiąść, większość była jednak zajęta. Sporo osób opierało się o barierkę, patrząc na dół i rozmawiając między sobą, w większości krzycząc sobie do ucha. Niektórzy znajdujący się w pobliżu jegomoście mierzyli cię wzrokiem, przez co poczułeś się nieco nieswojo. Na pewno nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych i pomocnych, może jednak było to tylko twoje odczucie. Na tę chwilę niestety nie miałeś pojęcia, gdzie może znajdować się wyjście z tego miejsca, a może też wcale nie opłacało się go tak szybko opuszczać...
Tidus - Śro Lis 11, 2020 11:31 pm
-Mówię tylko w teorii. Zboczenie zawodowe. - tymi słowami Majk zakończył rozmowę z androidem przed wyjściem.
W samym lokalu, inżynier miał skwaszoną minę. Kurwa, to nie mogło być jedyne wejście lub wyjście stamtąd. Przecież musieli jakoś tam niepostrzeżenie wwieźć nieprzytomne cielsko Michaela. Ciekawiło go przez moment, czy lodówka z jego organami i zaplecze kuchni tego miejsca to ta sama chłodnia. Przez moment zastanawiał się nad powrotem, ale po chwili zrezygnował z tej myśli.
-Ostrzeż mnie, jeśli ktoś zwróci się do nas z wrogimi zamiarami. - zwrócił się półgłosem do cyborga i raz jeszcze otoczył ścianę pierścienia wzrokiem, by znaleźć schody prowadzące w dół. Oparty ramionami o barierkę pośrodku starał się wtopić w otoczenie, ale pewnie miał w sobie za mało środków przeciwbólowych, by serio to przeszło. Oczywiście, jeśli przypadkiem coś podsłucha, postara się zwrócić na to uwagę. A jeśli jego wzrok znajdzie w końcu zejście w dół, uda się do baru by zamówić sobie piwa i posiedzieć przy barze. Powoli do celu.
Jedius 9 Baka - Wto Gru 15, 2020 2:06 pm
"Co dalej" - to było bardzo dobre pytanie. Z początku ręka przesunęła się od razu do opcji wypłacenia pieniędzy, ale zaraz zatrzymało ja zwątpienie i niepewność. Nigdy w sumie nie nosiłem takiej kwoty przy sobie. Musiałem najpierw przeliczyć ją w głowie na banknoty. Potem pomyśleć nad niebezpieczeństwami, zagrożeniami. aż w końcu pojawiła się zupełnie inna myśl - przesunąłem dłonie po wirtualnych klawiszach by sprawdzić historię konta. Poczułem, że musiałem sprawdzić dwie rzeczy - po pierwsze, kiedy ta kwota pojawiła się u mnie. A po drugie... kto jest nadawcą przelewu. Wątpliwe, bym dostał na tacy imię i nazwisko, ale każda informacja może być jakimś tropem.
W końcu jednak decyduję się wypłacić pieniądze. Wszystko. W jak największym nominale. Pochować je w kieszenie kurtki. Nie zostawić nic w banku. Teraz, kiedy mam na sobie wielki celownik policji, nawet takie proxy-konto nie jest w pełni bezpieczne. Jedyne, czemu mogę zaufać to szmal który mogę trzymać przy sobie. Dlatego właśnie opróżniam konto - a potem natychmiast opuszczam budkę. Kto wie, czy nie zdołają mnie nakryć naprawdę szybko, a potem okaże się, że ta budka może też posłużyć za tymczasowe więzienie do czasu przyjazdu psiarni? Nie mogę teraz ufać niczemu. I niestety też, nikomu.
Westchnąłem, gdy znów znalazłem się pośród ulewy. Kolejny raz spojrzałem w stronę motocykli - podsunęło mi to pewien pomysł. Mobilność, życie w ruchu - może zamiast szukać nowego mieszkania powinienem załatwić sobie jakiś wóz? Z jednej strony będzie mnie trudniej namierzyć. Z drugiej, takie mobilne miejsce zamieszkania jest niestety uwięzione na drogach. Jeśli ktoś go rozpozna i zacznie szukać, bardzo ciężko będzie go ukryć. Będę musiał się nad tym zastanowić - ale póki co, rozdzielenie funduszy musi poczekać. Najpierw muszę przeprowadzić poważną rozmowę. Najlepiej więc póki co będzie wrócić do mieszkania. Zjeść coś. Umyć się. I po tym wszystkim napisać znów do Aquato. "Możemy się spotkać?"
Cinek - Wto Gru 15, 2020 7:57 pm
Michael Aquato
Przez chwilę zastanawiałeś się, czy nie wrócić do szpitalnego korytarza, zaniechałeś jednak tego pomysłu i rozejrzałeś się dokładniej dookoła. Niestety, twoje oczy nie przyzwyczaiły się jeszcze zbyt dobrze do panującego tutaj oświetlenia, nie wspominając już tego, że nawet w okularach korekcyjnych twój wzrok nie był pierwszej klasy. Podsłuchanie rozmów z aktualnej pozycji przy barierce również nie było łatwe, nawet jeśli najbliższe ciebie osoby stały zaledwie kilka metrów obok. Muzyka może nie była aż tak głośna, skutecznie jednak zlewała się z prowadzoną dyskusją. Trójka mężczyzn, która jeszcze chwilę temu mierzyła cię wzrokiem, zdawała się teraz totalnie tobą nie interesować.
Nie mając innego wyboru, po jakiejś minucie obserwacji i nasłuchiwania oderwałeś ramiona oparte o barierkę, po czym ruszyłeś wolnym krokiem dookoła pierścienia, aby znaleźć schody w dół. Zajęło ci chwilę, zanim w oddali dostrzegłeś coś w rodzaju klatki schodowej oznaczonej zieloną tabliczką z odpowiednim symbolem ukośnej strzałki w dół. Minąłeś trzy pełne loże znajdujące się przy ścianach, jednak i tym razem niewiele wychwyciłeś z rozmów. Zdawało ci się, że przy jednej z nich rozmawiano o nadchodzącej większej imprezie w jakimś klubie w CyberCity. Nazwy nie wychwyciłeś.
Przeszedłeś przez drzwi do klatki schodowej i zacząłeś schodzić na dół, pozwalając swoim uszom na chwilę wytchnienia od dudniącej na zewnątrz muzyki. Na półpiętrze minąłeś jakąś kobietę ubraną w żółty podkoszulek i jeansy, rozmawiającą przez telefon. Miała różowe włosy i dosyć obfity piercing twarzy. Żadnych widocznych ulepszeń ciała, które mogłyby zwrócić twoją uwagę.
-Mówiłam ci, schowałam je tam gdzie ostatnio, tak jak kazałeś... - mówiła do urządzenia, żując gumę z głośnym mlaskaniem. Kiedy cię zauważyła, odwróciła się i zaczęła wchodzić po schodach na górę, w kierunku przeciwnym do twojego. Zszedłeś po ostatnich stopniach na dół, po czym wyszedłeś przez drzwi na dolny poziom. Było tutaj naprawdę dużo ludzi, zarówno mężczyzn jak i kobiet, w większości w wieku około 20-30 lat, jednak zdarzały się i osoby wyglądające na pod czterdziestkę. Część ubrana była w koszule, inni mieli błyszczące kurtki czy nawet płaszcze - najbardziej wyróżniali się osobnicy o niecodziennych fryzurach i kolorach włosów, a takich tutaj nie brakowało. Dużo osób też posiadało ulepszenia ciał, jak biomechaniczne protezy rąk i nóg, bądź też widoczne na skórze twarzy mikroprzewody wychodzące z zainstalowanych na głowie lub szyi implantów. Pomimo sporego tłumu, nie brakowało ci miejsca aby dosyć swobodnie wszystkich mijać i sukcesywnie zbliżać się do centrum - baru. Zanim do niego dotarłeś, grany utwór zdążył się zmienić.
BGM - A-Ricky-Kee
Usiadłeś gdzieś pośrodku miejsca, gdzie kilka krzeseł obok siebie było wolnych. Po twojej prawej stronie siedziało dwóch mężczyzn, przed którymi stały dwa kufle piwa i kilka razy więcej kieliszków napełnionych jakimś przezroczysto-czerwonym alkoholem. Obaj byli rosłymi Latynosami w ćwiekowanych kurtkach: jeden łysy z blizną nad lewym okiem, drugi zaś miał długie, spięte w warkocz włosy koloru czarnego. Stuknęli się kieliszkami, mówiąc "za udane łowy", po czym przechylili do dna. Zanim przysłuchałeś się ich rozmowie, spojrzałeś też na lewo. Najbliżej siedzącą osobą była jakaś krótko ostrzyżona kobieta po czterdziestce ubrana w golf, paląca w samotności papierosa. Trzymała w dłoni coś wyglądającego na whisky z lodem. Jednak to nie ona zwróciła głównie twoją uwagę po tej stronie. Patrząc dalej, poza barem, znajdowała się rozległa loża. Skierowany w stronę baru, czyli do wewnątrz "klubu", siedział tam dobrze zbudowany młodzieniec z włosami upiętymi w grube dredy i okularami przeciwsłonecznymi na nosie. Udało ci się rozpoznać go dosyć szybko - był to ten sam "nadczłowiek", który dosłownie spadł wam z nieba, kiedy na końcu ucieczki z magazynu byliście otoczeni przez cały kordon policji. Młody mężczyzna siedział rozwalony na sofie z rozłożonymi na oparciu rękami, obejmując dwie kobiety, obie wyglądające na młode Azjatki. Ubrane były naprawdę skąpo - kozaki, krótkie lateksowe spódniczki i zasłaniające częściowo biust czarne przepaski. Jedna z nich miała srebrne protezy obu rąk, drugiej zaś ciało pokryte było całe w tatuażach. Obie trzymały w dłoniach wysokie kieliszki, śmiejąc się i słuchając tego, co opowiadał im z uśmiechem ten pośrodku. Na stoliku przed nimi stał kubeł pełny lodu w kostkach, z wbitą w środek butelką szampana. Poza tą trójką, w tej samej loży ale kawałek dalej siedziało jeszcze dwóch mężczyzn ubranych w pełne garnitury. Jeden mówił coś do drugiego, drugi zaś zerkał kątem oka w kierunku młodzieńca z dredami.
-Podać ci coś, słodziaku? - z obserwacji wyrwał cię ciepły, dziewczęcy głos. Spojrzałeś przed siebie widząc, że jedna z barmanek zainteresowała się faktem, że usiadłeś przy barze. Bez dłuższego zastanowienia zamówiłeś piwo, na co ta szybkim ruchem ręki wyciągnęła spod lady wysoką szklankę, po czym zaczęła nalewać do niej złocisty trunek z kranu. -Widzę, że jesteś tu nowy. Nieczęsto mamy tutaj nowych. Potrzebujesz czegoś poza piwem? Może informacji? Kogoś ci przedstawić? A, właśnie, mam na imię Julie, miło mi cię poznać. Co cię tu tak w ogóle sprowadza? Nie wyglądasz mi na członka gangu...
Kiedy ta mówiła, zdążyłeś przyjrzeć się jej bliżej. Wyglądała na naprawdę młodą, może nawet nastolatkę. Miała jasnoniebieskie włosy upięte po bokach głowy w dwa koki, rozczochraną grzywkę i dwa pojedyncze, różowe pasemka zwisające luźno wzdłuż jej smukłej twarzy. Jej oczy miały czerwone tęczówki umieszczone pośrodku czerni, która stanowiła jej "białka". Prawdopodobnie były to implanty oczu, wiedziałeś jednak, że podobny efekt można osiągnąć też za pomocą odpowiednich soczewek. Nie byłeś więc pewny, czy jej gałki oczne są sztuczne. Zauważyłeś również trochę piegów na jej nosie, dodających jej twarzy uroku. Na górze ubrana była w sportowy top, na który narzucona była niebieska, krótka kamizelka z kieszeniami na piersiach. Twoją szczególną uwagę przykuła pełna proteza jej prawej ręki - ciemnogranatowa tekstura, z błękitnymi motywami imitującymi żyły. Był to Pegasus 708, model w pełni elektromechanicznej kończyny, nad której kilkoma elementami pracowałeś w niewielkim zespole niespełna dwa lata temu. Pamiętałeś doskonale, ile nadgodzin kosztowało cię zaprojektowanie serwomechanizmu do przegubu łokciowego. Swoją drogą, model ten miał premierę całkiem niedawno i wiedziałeś, że kosztował krocie.
Kiedy patrzyłeś jak Julie kończy nalewać twoje piwo i myślałeś o ewentualnym odpowiedzeniu na jej pytania, ta zerknęła za twoje plecy, zauważając stojącego tam androida. Na pytanie "a kolega będzie tak stał czy się dosiądzie?", twój nowy ochroniarz tylko podniósł dłoń i pokręcił lekko głową. Poza tym, dwóch Latynosów siedzących obok ciebie zaczęło rozmowę odnośnie nowych ogłoszeń na jakimś portalu dla łowców głów, jednak trudno było ci wyłapać jakiekolwiek szczegóły bez przysłuchania się - siedzieli w końcu kilka krzeseł dalej, a muzyka nie cichła.
Piwo nareszcie wylądowało przed tobą na ladzie.
Irn Yankobe
Zanim wypłaciłeś jakiekolwiek pieniądze, postanowiłeś sprawdzić historię swojego konta, a dokładniej dane odnośnie przelewu na 50 tysięcy kredytów. Kilka kliknięć później na ekranie pojawiła się krótka informacja:
Tytuł przelewu: TRANSAKCJA QYKDLG-O-MFVWBJCLI-AOJLVZJOHE
Nadawca: SPAWN Industries
Kwota przelewu: 50.000 Cred
Data: 2096-10-24, 8:23 AM
Była również możliwość wydrukowania owej informacji, co też zrobiłeś - zawsze mogłeś potem pozbyć się wydruku wielkości zwykłego paragonu, na przykład spalając go.
Nie byłeś pewny, w jakim nominale wypłacona zostanie Ci tak duża kwota pieniędzy, podejrzewałeś jednak iż będą to banknoty po 200, 500, lub nawet 1000 kredytów, te ostatnie jednak były bardzo rzadkie i raczej niedostępne w standardowym obrocie. Po wybraniu opcji wypłacenia całości szybko zauważyłeś, iż możliwe było wybranie nominału - od razu wybrałeś opcję z 500-tkami. Nie minęło pięć sekund szumu liczonych banknotów, jak automat wypluł do małej szufladki ładnie spięty plik, który szybko schowałeś do wewnętrznej kieszeni kurtki.
Po wyjściu z budki bankomatu skierowałeś swoje kroki z powrotem do swojego nowego mieszkania. Nie czułeś tego wcześniej, ale robiłeś się teraz naprawdę głodny. W końcu jakby nie patrzeć nie jadłeś niczego dobrą dobę. Czułeś też, że deszcz powoli dawał za wygraną. Przejeżdżające obok ciebie od czasu do czasu samochody i motocykle dalej stwarzały ryzyko oblania cię ścianą wody, trzymałeś się dlatego jak najdalej ulicy. Nocne życie jednak szybko wracało do dzielnicy, ludzie otrzepywali swoje płaszcze z wody i zamykali parasolki. Przydrożne bary i budki z jedzeniem na nowo zapełniały się klientami. Zapachy z niektórych przybytków strasznie kusiły twoje podniebienie, musiałeś jednak uzbroić się w cierpliwość i zadowolić się porcją taniej lazanii z mikrofali, która czekała na ciebie w mieszkaniu. Ryzyko wykrycia przez policję bądź łowców głów raczej nie było warte tych soczystych polędwiczek zanurzonych w gorącym bulionie razem z porządną porcją złocistych nudli.
Trzask zamykanych drzwi do mieszkania pozwolił ci się trochę zrelaksować. Zdjąłeś z siebie przemoknięte ubranie, wstawiłeś kilogramową lazanię do mikrofali i poszedłeś wziąć gorący prysznic. Po rozebraniu się od razu zauważyłeś długą i szeroką ranę na swoim boku sklejoną jakimś polimerem. To nie był pierwszy raz kiedy miałeś na sobie tego rodzaju "opatrunek", pierwszy raz jednak było to coś takiej wielkości. Do tej pory pamiętałeś ryk piły mechanicznej i przeszywający ból szarpanej tkanki oraz pękających żeber po upadku. Medycyna w Imperium w tych czasach była jednak na bardzo wysokim poziomie, dlatego tego typu rany - o ile od razu nie zabiły - były dosyć łatwe do zoperowania. Czułeś jednak, że całkowity powrót do zdrowia może zająć Ci nawet kilka dni.
Po skończeniu prysznica spałaszowałeś ponad połowę pudełka lazanii, dopiero teraz czując, jak bardzo byłeś głodny. Odświeżony i najedzony usiadłeś z powrotem do komputera, zalogowałeś się i otworzyłeś aplikację QuickSpeak, w której napisałeś szybką wiadomość do swojego kumpla.
Tidus - Śro Gru 16, 2020 11:18 pm
Rozgadana ta barmanka. Czy tak to wygląda w częściach miasta, gdzie trzeba znać każdego by twoja śmierć nie została zapomniana następnego ranka? Na wypadach firmowych kelnerzy zawsze byli tak grzeczni i bali się zrobić cokolwiek źle, że w sumie mało różniło ich od automatów. Pewnie dlatego w fast foodach większość obsługi zastąpiły terminale dotykowe.
Mecha-kończyna Julie przykuła uwagę inżyniera tym bardziej, że rozpoznał model. Dziewczyna zarabia na tyle, by pozwolić sobie na takie cacko...albo ma koneksje do kogoś, kto je podwędził. Tak czy siak, ma wpływy. Pytanie brzmiało, czy podbudowywała je sobie upijając zabłądzone korposzczurki i wyciskając z nich cenne informacje. To nie tak, że Mike miał cokolwiek wartego powiedzenia. Ba, pewnie zostałby bez słowa olany, gdyby nie obecność ochroniarza. Z nim wyglądał na przynajmniej trochę ważnego. Ziomek w okularach raczej nie stanowi obrazu gangsterskiego zawadiaki.
-Cześć, Julie. Jestem Mike i jestem tylko przejazdem, ale skoro oferujesz... - skinął w stronę loży i zadredowanego kolegi. -Rozpoznaję tego gościa ale wstyd przyznać, nie wiem jak się nazywa. Pomożesz mi się nie skompromitować, zanim do niego podejdę?
Póki pamiętał, Aquato wyciągnął z kieszeni jeden banknot i podsunął go barmance.
-Daj znać, jeśli zamówię coś ponad ten budżet.
I po tym w końcu skosztował złotego trunku.
Julie po Twoich słowach na temat młodzieńca w dredach zacisnęła zęby z lekkim grymasem, po czym pokręciła lekko głową z uniesioną dłonią w wymownym geście "stop".
- Oj, nie radzę do niego podchodzić, a szczególnie teraz jak jest zajęty... To Raidon, najbardziej arogancki dupek jakiego spotkałam. Rozmowa z nim jest jak rozbrajanie miny przeciwpiechotnej. Coś zrobisz nie tak i urwie Ci nogę, albo dwie. No chyba że masz duże cycki i długie nogi.
Niebieskowłosa dziewczyna zrobiła zniesmaczoną minę, łypiąc na dwie Azjatki siedzące po obu stronach chłopaka.
- Jakby nie patrzeć, koleś wydaje się być nie z tego świata. Widzisz tych dwóch krawaciarzy obok niego? To przedstawiciele Grim Gallows, najbardziej elitarnej mafii w LA. Pewnie chcą namówić go do jakiegoś milionowego kontraktu, a ten ma ich w dupie. To się nazywa przebierać w ofertach pracy, co nie?
Julie dopiero teraz zauważyła podsunięty jej przez Ciebie banknot, szybko odsuwając go z powrotem w Twoją stronę ze słowami "goście piją tutaj za darmo". Pierwszy łyk piwa smakował naprawdę dobrze, jednak po tej informacji kolejny smakował jeszcze lepiej.
Mike schował banknot. "Goście", czyli te pytania o to skąd jest były picem. No dobra. Dobrze też wiedzieć, kto ocalił mu skórę.
Wypił kolejny łyk i odstawił kufel na blat baru.
- Coś jeszcze, o czym powinienem wiedzieć będąc tu? Nie wiem, taksówkarze kradnący nerki czy złodzieje wszczepów. - przy ostatnim geście wskazał palcem jej rękę.
Schowałeś banknot, po czym wziąłeś kolejny łyk piwa. Dopiero teraz poczułeś, że byłeś naprawdę głodny, kaloryczny napój po części jednak ten głód oszukiwał. Przynajmniej na razie.
- Taksówkarze? Złodzieje wszczepów? Gdzie, tutaj? - Julie wyglądała na dosyć zaskoczoną twoim pytaniem - Chłopie, jesteś w podziemnej kwaterze głównej White Serpents, tutaj włos ci z głowy nie spadnie. Członkowie mafii nie atakują tu nikogo bez powodu. Skoro się tu znalazłeś, musiałeś na to zasłużyć, byle kogo do siebie nie wpuszczamy. Strzelam, że możesz być jakimś lepiej postawionym dystrybutorem... Czekaj, a może przemytnikiem? Azja? Dobrze trafiłam?
Dwóch latynosów niespodziewanie zaniosło się śmiechem, nie miało to jednak chyba nic wspólnego z waszą rozmową. Mężczyźni stuknęli się kieliszkami, wznosząc kolejny toast, po czym kontynuowali ożywioną rozmowę.
- Nie no, nie dokładnie w barze tylko ogółem. W okolicy. - Mike machnął wolną ręką w geście 'no wiesz'. - I nie do końca. Specjalistą od technologii. Komputery, roboty, takie tam. Na przykład wiem, że twoja ręka to model Pegasus siedem zero...osiem, jeśli mnie pamięć nie myli. Droga sprawa. Na pewno droższa od mojej. - uniósł prawą rękę na poziom głowy i pomachał nią. - Nie powiem, trochę mnie zazdrość bierze, no ale ta mi dobrze służy w pracy.
- Aa, że w tej okolicy... Czyli nie jesteś tutejszy! - Julie odpowiedziała na twoją pierwszą uwagę - Czy ja wiem, 2-A jest raczej najbezpieczniejszą ze wszystkich dzielnic na południowym wschodzie Los Angeles... no i jest blisko centrum miasta. O ile będziesz trzymał się głównych ulic, nie powinno ci się nic stać. Unikaj jednak spelun i tanich przybytków rozkoszy, w cholerę tam ćpunów.
Julie spojrzała na swoją protezę, kiedy o niej wspomniałeś, po czym uśmiechnęła się lekko.
- Bingo... Dostałam to cudeńko od taty na urodziny, jeszcze w dniu premiery miałam je na sobie i zakochałam się od pierwszego przebrania palcami... - dziewczyna spojrzała czule na swoją mechaniczną rękę, zaciskając pięść palec po palcu, po czym otwierając dłoń z powrotem - Cholera, mogłam od razu się sczaić, że wyglądasz trochę... no, nie pasujesz wyglądem do środowiska przestępczego. Ciekawi mnie, co ktoś taki jak ty tutaj może robić... bo twój mało rozmowny kolega to jak rozumiem tylko obstawa.
- Owszem. Umiem trzymać broń, ale raz dostanę w twarz i po mnie. No i kolega ma lepszy wzrok ode mnie. - bogaty ojczulek. Może któryś z szefów? No, chyba i tak nie ma co się chować z tym, skąd przyszedł, koniec końców. Dopił piwo i odsunął od siebie szklankę.
- Powiedzmy, że doceniam fakt, że Serpenci nie szczędzą na zdrowiu kontraktorów nawet po tym, jak praca dla nich się zakończy.
- Rooozumiem... no cóż, w obecnych czasach mózg jest chyba bardziej w cenie niż mięśnie - odpowiedziała Julie po twoich pierwszych słowach. Sięgnąłeś po szklankę, próbując dopić resztę trunku, którego zostało jeszcze sporo ponad połowę, po kilku głębszych łykach poczułeś jednak że warto chyba dać sobie trochę więcej czasu. Pomimo pustego żołądka i sporego pragnienia po przebudzeniu, nie czułeś się jeszcze na tyle dobrze aby wyzerować całe piwo w kilka minut.
- Trzymaj się naszej paczki to dobrze ci na to wyjdzie. No i będziesz mógł częściej wpadać do mnie na piwo! - dodała Julie na koniec, kiedy nagle jedna z jej koleżanek barmanek zawołała ją do nowych gości po drugiej stronie słupa z trunkami. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i podniosła dłoń przepraszająco, po czym oddaliła się od twojego miejsca, zostawiając cię samego. Wyglądało na to, że do lady w międzyczasie przysiadło się więcej osób, w tej chwili nie było już dookoła ciebie prawie żadnego wolnego miejsca. Barmanki zmieniały się jedna za drugą, spiesząc się z nalewaniem kolejnych drinków i stawiając je na ladach, Julie jednak znikła gdzieś na tyłach "klubu". Mogłeś powoli dopić aktualne i zamówić kolejne piwo, relaksując się w klubowej atmosferze, bądź poszukać kolejnej osoby do rozmowy aby zasięgnąć trochę więcej informacji.
Michael korzystał z chwili by posiedzieć w spokoju i przetestować nowe nerki, kończąc powoli piwo a potem zamawiając kolejne.
Postanowiłeś dać sobie trochę czasu i nie spieszyć się z nawiązywaniem kontaktów towarzyskich. Delektowałeś się piwem jeszcze około kwadrans, po czym zamówiłeś kolejne, tym razem u jakiejś wysokiej blondynki w lateksowym topie i spódniczce. Utwory zmieniały się jeden za drugim, podobnie jak ludzie siedzący przy ladzie. Większość z nich nie zostawała na swoich miejscach dłużej niż kilka minut. Wyglądało na to, że dla dużej części była to bardziej poczekalnia - po wypatrzeniu osoby, z którą przybysze chcieli się spotkać, szybko opuszczali bar i szli wgłąb sali. Reszta po prostu zaopatrywała się w drinki i zanosiła je do swoich loży.
Minęła niecała godzina, jak twój terminal komunikacyjny zaalarmował cię o przyjściu nowej wiadomości w aplikacji QuickSpeak. Była to kolejna wiadomość od twojego klienta, a teraz nawet i kumpla po fachu - Irn'a.
WaifuFaggot: Możemy się spotkać?
MechaelAq: No spoko. Ciebie też zatargali do szpitala w porno klubie?
WaifuFaggot: Co?
WaifuFaggot: Nie
WaifuFaggot: Obawiam się że Serpenci sę na mnie wypięli
WaifuFaggot: Znasz jakieś miejsce na uboczu?
WaifuFaggot: W dzielnicy 1b
MechaelAq: Poza barem Serpentów w którym jestem, niezbyt. Chwila
Michael odchylił się na krzesełku i pokazał ostatnie wiadomości Irna swojemu androidowemu kompanionowi z pytaniem "Masz jakieś informacje o okolicy?"
Android szybko przeskanował całą waszą rozmowę, po czym od razu odpowiedział.
- Posiadam wgraną mapę całego Los Angeles, która jest na bieżąco aktualizowana, oczywiście znam tą dzielnicę. Jeśli szukacie w niej miejsca, w którym ryzyko wykrycia przez oddziały policji lub Korporacji będzie najniższe, proponuję bary Smokey Joe lub Neon Nights. Jeśli chodzi o transport do dzielnicy 1B, sugerowałbym unikać podróży metrem. Taksówka byłaby dużo bezpieczniejsza.
MechaelAq: Smokey Joe powinien być lokalem gdzie można spokojnie pogadać według znajomego, jeśli nie masz innych propozycji
W drugim okienku Mike otworzył apkę z mapą by znaleźć dokładną drogę do celu.
Otworzyłeś aplikację z mapą, jednak jako że była w tej chwili offline, nie pokazała gdzie dokładnie się w tej chwili znajdujesz. Musiałbyś najprawdopodobniej wyjść na powierzchnię. Wiedziałeś jednak, że możesz zapomnieć o podróży na pieszo, dzielnica 1-B była duży kawał drogi od dzielnicy 2-A, w której aktualnie podobno się znajdowałeś.
Inżynier cyknął językiem i zamknął mapę, czekając na odpowiedź Irna.
WaifuFaggot: Dobra
WaifuFaggot: Za godzinę?
WaifuFaggot: ci pasuje?
MechaelAq: Spoko.
MechaelAq: Do zobaczenia.
WaifuFaggot: Czekaj
WaifuFaggot: A pół godziny?
WaifuFaggot: Za pół godziny byś dał radę?
WaifuFaggot: Mam trochę napiętą sytuację
MechaelAq: Postaram się?
MechaelAq: Jestem w 2A.
MechaelAq: Jakby co, wina korków
WaifuFaggot: Dobra rozumiem
WaifuFaggot: To za pół godziny
<WaifuFaggot zmienił status: Niedostępny>
Michael wyłączył komunikator, wstał ze stołka barowego i poszedł poszukać wyjścia. Skoro bar jest pod ziemią, to pewnie trzeba szukać na piętrze, tam też się udał.
Jedius 9 Baka - Wto Sty 19, 2021 6:45 am
Westchnąłem ciężko patrząc, jak znika okienko z napisem "wylogowywanie". Dotarło do mnie, że inżynier napisał przed chwilą o jakimś "znajomym" który polecił mu lokal, i wcale mi się to nie podobało. To oznaczało, ze informacja poszła dalej. Tylko ja czaję się jak jakiś debil. Pomyśleć, że mimo tego, że dzięki Prestonowi udało mi się uniknąć idiotycznej wpadki z nazwiskiem w hotelu, i tak zdołałem wpędzić się do sytuacji, gdzie jestem ze swoja tożsamością całkowicie spalony. I kompletnie nie miałem pojęcia jak z niej wybrnąć.
Mike mógł być jakąś opcją. Cholera wie jak daleko sięgają jego kompetencje, ale skoro potrafił podmienić kończyny, to może będzie potrafił i więcej? Póki co, musze z nim porozmawiać, dlatego znów szykuję się do wyjścia. Co to w ogóle za miejsce, "Smokey Joe", melina jednej gwiazdki? Niezbyt mi się to podobało, ale z drugiej strony, coś tak obskurnego powinno pomóc mi w ukrywaniu się. Muszę tylko sprawdzić na mapie gdzie to się znajduje i potem wyłączyć ten komputer. Ych... skorzystałbym pewnie z jakiegoś przenośnego urządzenia do komunikacji i wyszukiwania takich rzeczy, ale w mojej sytuacji cokolwiek przez co można mnie namierzyć to nie jest dobry pomysł. Zabezpieczanie takich zabawek to niezbyt moja broszka, musiałbym najpierw ogarnąć tu kogoś, kto mógłby to zrobić dla mnie. A to wydatek.
Ubrany znów w poprzedni zestaw ubrań z maską na twarz włącznie wybieram się do koordynatów baru z mapy. Jeśli jest na tyle blisko, bym zdążył tam pieszo, to idę pieszo. Jeśli nie, rozejrzę się za potencjalnie niepilnowanym rowerem bądź w przypadku braku powyższych, motocyklem. Wszystkie pieniądze razem z poprzednimi oszczędnościami biorę ze sobą, porozkładane po różnych kieszeniach - jeśli ktoś mnie złapie, i tak już po mnie. A w ten sposób mogę przynajmniej ocalić kasę jeśli ktoś jakimś cudem odnajdzie mieszkanie. Pamiętam też, by załadować taser i wziąć go ze sobą w wewnętrznej kieszeni kurtki - nie mam pojęcia, kim jest ten "znajomy" Aquato, ale nie mogę ufać nikomu. Obawa o to, że może być kretem który naśle patrol na ten cały bar gdzieś tam drzemała w tyle mojej głowy.
Cinek - Pią Sty 22, 2021 8:54 pm
Michael Aquato
Po zakończeniu czatu z Irn'em postanowiłeś nie zwlekać ani chwili i od razu odszedłeś od baru, zostawiając na ladzie niedokończone piwo. Android szybko rozejrzał się dookoła, po czym ruszył za tobą. Podążyłeś drogą powrotną na górę, używając tej samej klatki schodowej. Na pierwszym piętrze, będącym "pierścieniem", ruszyłeś na poszukiwania wyjścia z tego miejsca. Nie zajęło ci minuty, aby dojrzeć gdzieś w oddali różowy neon będący napisem "Dzisiejsze Wyjście", co brzmiało całkiem jak to, czego szukałeś. Mijając kolejne loże powoli zbliżałeś się do... windy? Wyglądało to na wejście do dużego dźwigu towarowego, po rozmiarach drzwi mogłeś przypuszczać, że w środku miejsca będzie wystarczająco dla co najmniej dwudziestu osób. Samego wejścia pilnowało dwóch jegomości, których rozpoznałeś dość szybko - byli to ci sami, którzy powitali cię w "szpitalu" zaraz po twoim przebudzeniu kilka godzin temu.
-Kogo ja widzę, już nas opuszczasz? - zapytał niskiego wzrostu Latynos, kiedy podszedłeś do windy. Jego wysoki kolega w czarnym płaszczu i wojskowych butach stał z założonymi rękami, bacznie cię obserwując i zagradzając drogę do przycisku otwierającego drzwi. -Chyba wyraziłem się jasno, kiedy rozmawialiśmy. Bez zezwolenia naszego szefa nigdzie stąd nie pójdziesz. Wracaj do swojego łóżka i czekaj na dalsze instrukcje.
Zanim zastanowiłeś się nad jakąkolwiek odpowiedzią, usłyszałeś kroki za swoimi plecami. Odwróciłeś się, widząc stojących za twoimi plecami dwóch mężczyzn w pełnych garniturach. Byłeś niemal pewny że to ci sami, którzy jakiś czas temu siedzieli w tej samej loży co młodzieniec z dredami.
-Czyli to tutaj znajduje się owoc napadu stulecia, pierwszej dużej porażki Korporacji - odezwał się pierwszy z nich, patrząc na stojącego obok ciebie androida. Cała szyja mężczyzny obudowana była czarnym polimerem aż po linię żuchwy, pokrywając także w pełni jego podbródek. Oczy były kompletnie białe, nie mogłeś dopatrzyć się żadnej tęczówki czy źrenicy. Miał też dosyć długie, czarne włosy postawione na żel w dosyć chaotyczny sposób. -Zastanawialiśmy się, kiedy będziemy mogli odebrać nasze zamówienie, niestety dotarły do nas słuchy, że nie będzie to takie proste. Dbaj dobrze o to cacko, bo to prawdziwe Ferrari wśród androidów bojowych.
Ostatnie zdanie skierowane było najwyraźniej do ciebie, jako że facet "spojrzał" wtedy w twoją stronę. Oczywiście, o ile skierowanie tych białych gałek ocznych można było tak nazwać. Drugi mężczyzna w garniturze nie wyróżniał się niczym specjalnym, poza długą, specyficzną blizną na twarzy. Biegła ona spod skroni w dół, naokoło policzka, przez brodę aż do przeciwnej skroni, symetrycznie okrążając całą twarz. Wyglądała na wyciętą z chirurgiczną wręcz precyzją.
Irn Yankobe
Postanowiłeś nie zostawiać gotówki w mieszkaniu, w jakiś sposób zabezpieczając się tym samym przed całkowitą utratą majątku w przypadku włamania. Zabrałeś też oszczędności sprzed napadu ze swojego płaszcza, znajdując tam przy okazji... kopertę. Napisane było na niej niedbale "za misję". W środku po przeliczeniu znajdowało się 14 720 kredytów. Nie byłeś do końca pewny, skąd taka nierówność sumy. Upakowałeś całą swoją małą fortunę - w sumie niemal 70 tysięcy - do różnych kieszeni, naładowałeś taser, sprawdziłeś na mapie lokalizację baru, ubrałeś się w swój kamuflaż, po czym po raz kolejny opuściłeś mieszkanie.
Jako że sprawdzony jeszcze przed wyjściem bar znajdował się niecałe dwa kilometry od mieszkania, co spacerem pozwalało ci na dotarcie na czas bez problemu, zaniechałeś pomysłu kradzieży roweru lub innego pojazdu. Powietrze po ulewie było naprawdę rześkie i niezwykle kusiło, aby chociaż na chwilę zdjąć "maskę" z twarzy i porządnie się zaciągnąć. Widziałeś, jak ulice po wieczornej ulewie niemal całkowicie wróciły do życia, niczym jednak nie równało się to do bardziej zamożnych dzielnic, gdzie czasami trudno było poruszać się w tłumie okupującym drogi i chodniki. Tobie jednak w zupełności wystarczały te niewielkie grupy, aby zbytnio nie rzucać się w oczy jako samotny przechodzień. Od czasu do czasu musiałeś też uważać, aby przejeżdżające auto nie zachlapało cię przez którąś ze znajdujących się na ulicach kałuż.
Im bardziej oddalałeś się od "centrum" dzielnicy, w której znajdowało się mieszkanie Prestona, budynki były coraz niższe i bardziej zaniedbane. Powoli zdawałeś sobie sprawę, dlaczego Michael mógł wybrać takie miejsce na spotkanie - o ile wcześniej musiałeś rozglądać się za ewentualnymi patrolami policji, tak teraz miałeś niemal stuprocentową pewność, że nie napotkasz już żadnego stróża prawa. W około połowie drogi do celu poczułeś nagle silne ukłucie w boku, nie wiedziałeś jednak, czy to kolka, czy pęknięte żebra. Musiałeś znacznie zwolnić kroku, a nawet na chwilę przystanąć. "Smokey Joe" powinien znajdować się na samym końcu ulicy, na której się obecnie znajdowałeś, nie zostało ci więc zbyt dużo do przejścia. Szedłeś bardzo powolnym krokiem, próbując złapać oddech, kiedy twoje oczy przykuła większa grupka ludzi w głębi jednej z bocznych uliczek. Otaczali oni jakiś mniejszy obszar i krzyczeli w stronę jego centrum. Od razu rozpoznałeś, że musi to być zorganizowana walka uliczna, w której można obstawiać pojedynki bądź samemu wziąć w nich udział. Tłum ludzi liczył na oko trzydzieści osób, prawdopodobnie było ich jednak znacznie więcej, jako że nie widziałeś drugiej strony "kręgu". W samej bocznej uliczce, a przynajmniej na wolnych stu metrach dzielących cię od walk, znajdowała się przydrożna budka z ramenem i kilka zamkniętych sklepów. Przy budce ze stołkami postawionymi na zewnątrz pod krótkim daszkiem, oprócz jakiejś postaci z kapturem bluzy naciągniętym na głowę, siedział... tak, doskonale pamiętałeś tę twarz. Był to rosły, starszy mężczyzna z gęstymi wąsami, który przewodził kilkuosobowej grupce najemników-strzelców podczas ataku na magazyn Korporacji. Pamiętałeś, że do walki używał jakiegoś dużego karabinu szturmowego, którego na tę chwilę najwyraźniej nie miał przy sobie. Wyglądało na to, że czekał na swoje zamówienie, popijając z dużego kufla piwa, od czasu do czasu zerkając w stronę głośno kibicującej grupki ludzi.
Jedius 9 Baka - Pią Sty 29, 2021 9:09 am
Wyglądało na to, że z ta odległością nie musze się za mocno śpieszyć - i dobrze. Wciąż czułem ból w żebrach. Nawet zbyt szybkie chodzenie stanowiło wciąż dla mnie problem. Znów uderzyła mnie myśl, że to dość dziwne, że przeżyłem. przynajmniej kilka razy miałem pewność, że to już mój koniec, ale... proszę. Wciąż jestem. Czy to dobrze, czy to źle.
Zmierzając ku miejscu spotkania niezbyt zwalniałem kroku obserwując kątem oka zgromadzenie drącego japę tłumu. Takie tłumy nie były dobre dla mnie bo ściągały niepotrzebną uwagę jeśli nie policji to pseudobohaterów, a ponadto są zbyt nieprzewidywalne by skutecznie ich ociupać bez bycia zauważonym. Chciałem po prostu iść dalej, ale inny widok mnie zatrzymał - to przecież ten gościu, najemnik. Z początku też nie wydawało mi się bym chciał go zaczepiać, ale powoli docierała do mnie realizacja - przecież jestem teraz całkiem na lodzie. Serpenci zakończyli ze mną współpracę. Może i mam trochę pieniędzy, ale one się skończą. Ten typ, jeśli się nie mylę, przewodził grupie najemników zatrudnionych do giga. Kurwa, co za zbieg okoliczności. I jeśli dobrze pamiętam, sam mi coś obiecał. Mam jeszcze moment do spotkania z Aquato, więc... zakręcam w kierunku budki z ramenem.
Nie mam pojęcia kim jest zakapturzony ziomek, więc siadam po przeciwnej stronie, przy zapatrzonym w otaczający walkę tłum najemniku. Składam ręce na blacie myśląc, jak najlepiej złożyć pierwsze słowa.
- ...kiedy można zgłosić się po "coś mocniejszego"? - było pierwszym co mi przyszło na myśl. Neutralne, może dać mu podpowiedź kim jestem mimo zasłoniętego ryja, i nie ryzykuję podsłuchiwania jeśli kapturzasty nie jest kimś z jego ludzi bądź znajomych.
Tidus - Nie Sty 31, 2021 5:05 pm
Michael spojrzał wpierw na gości którzy zablokowali mu wejście, a następnie na tych, którzy zaszli go od tyłu. No pięknie. Tego właśnie się obawiał, złotej klatki - chociaż musiał w głębi ducha przyznać, że klub był ciekawszym więzieniem od łóżka szpitalnego.
-Tak, wiem. Ale to Ferrari prowadzi się samo a ja nie lubię zjeżdżać z równej, ładnej jezdni, więc nie musicie się przejmować. Zresztą, temu tu jestem nie? - inżynier ponownie obrócił się do dwójki przed wejściem i wziął głęboki wdech. No kurwa, nie chciał pakować się w jakąkolwiek bójkę. Ale też nie chciał siedzieć na dupie, zwłaszcza po wszystkim, co się wydarzyło.
-Mówiliście, że szef póki co mnie nie potrzebuje. Przecież i tak możecie znaleźć mnie bez problemu, nie? A jeśli mam się przydać gdy szef faktycznie będzie mnie potrzebował, to mam narzędzia do wymiany i apdejtu, jeśli na rynku pojawiło się coś nowego. Korporacja nie śpi w tych sprawach.
Cinek - Nie Sty 31, 2021 8:35 pm
Irn Yankobe
Po chwili zastanowienia postanowiłeś trochę zboczyć z kursu i podjąć rozmowę z poznanym dzień wcześniej najemnikiem. W tej chwili każda taka znajomość wydawała się być na wagę złota. Skierowałeś swoje kroki w boczną uliczkę, opuszczając główną drogę. Po przekuśtykaniu kilkudziesięciu metrów dotarłeś do budki z ramenem, po czym usiadłeś na krześle obok mężczyzny, po przeciwnej stronie niż zakapturzona postać.
Kiedy tylko się przysiadłeś, najemnik zaprzestał spoglądania w stronę tłumu i odwrócił wzrok na ciebie, bacznie cię obserwując. Od razu zauważyłeś, że należał do bardzo ostrożnych osób, pomijając fakt, że twój wygląd był co najmniej podejrzany. Kiedy tylko wypowiedziałeś swoje słowa, ten lekko zmarszczył brwi, jakby próbując skojarzyć jakieś fakty. Odezwał się dopiero po dłuższej chwili.
-Mam naprawdę dobrą pamięć do głosów, jednak do złożonych obietnic pamięć mam jeszcze lepszą - powiedział w końcu, po czym odchylił się lekko od lady i obejrzał za siebie, czy nikogo nie ma w pobliżu. -Pozwól jednak, że upewnię się, że ty to ty. Ostrożności nigdy za wiele. Kto zabił wielkoluda z Vladimirami? Masz jedną szansę.
-Zaprasiamy! Coś podać sianowny pan?! - wypalił kucharz-azjata w białym fartuchu z chustką uwiązaną na głowie, strząsając na podłogę nadmiar wody z dwóch koszyków-durszlaków z makaronem. Widocznie kończył przygotowywać jedzenie dla najemnika i osoby w bluzie z kapturem.
Michael Aquato
Mężczyzna w garniturze nie zareagował na twoje słowa w żaden szczególny sposób, poza lekkim uśmieszkiem kącikiem ust. Najwyraźniej w pewnym stopniu usatysfakcjonowała go twoja odpowiedź. Kiedy zwróciłeś się do Latynosa stojącego na twojej drodze do windy, ten wysłuchał uważnie co masz do powiedzenia i zastanowił się nad tym z przymrużonymi oczami. Wyglądało na to, że niezbyt wiedział jak powinien zareagować. Chwilę milczenia przerwał stojący za tobą mężczyzna w garniturze, ten z białymi oczami.
-Czy mamy tu jakiś problem? - skierował swoje pytanie do Latynosa.
-Ten tutaj to jak zapewne wiecie były inżynier Korporacji, będący obecnie w posiadaniu androida, którego ukradliśmy dla was z magazynu - powiedział Latynos, cały czas nie spuszczając cię z oka. -Chyba nie podoba mu się u nas i już chce sobie pójść. Daliśmy mu jasne polecenie, że bez pozwolenia naszego szefa nigdzie się nie ruszy, musimy go tu zatrzymać...
Facet w garniturze parsknął śmiechem, podszedł do Latynosa szybkim krokiem wymijając waszą dwójkę, po czym poklepał go otwartą dłonią w twarz. Dosyć mocno. Tamtemu wyraźnie się to nie spodobało, w żaden sposób jednak nie zareagował poza wytrzeszczeniem oczu w nieukrywanej wściekłości. Wydawało ci się, że była tam też iskierka strachu.
-Nie tłumacz się, gadaliśmy już z twoim szefem, o wszystkim wiemy - powiedział mężczyzna w garniturze, po czym złapał Latynosa za ramię i lekko nim potrząsnął -Grim Gallows są w pełni usatysfakcjonowani z waszej pracy i ufamy, że android wejdzie w nasze posiadanie prędzej czy później. A ten tutaj nie wygląda na takiego głupiego, żeby próbować gdziekolwiek zwiać z naszym towarem. A szczególnie teraz jak wie, z kim może mieć do czynienia. Zjeżdżajcie nam z drogi.
Mężczyzna w garniturze jednym ruchem ręki, niczym od niechcenia, rzucił Latynosem o podłogę. Kiedy poszkodowany po uderzeniu o ziemię podniósł wzrok, nawet nie próbował z powrotem się podnieść. Jego kumpel, który do tej pory zastawiał przycisk do windy, szybko się odsunął unikając dłoni "białoocznego" sięgającej po ów przycisk. Kiedy tylko drzwi do oświetlonego białym światłem wnętrza pomieszczenia otworzyły się, obaj mężczyźni w garniturach zaczęli powoli wchodzić do środka. Nie wyglądało na to, aby członkowie gangu White Serpents mieli się na was nagle rzucić. Cóż, drzwi do windy prowadzącej na powierzchnię stały otworem, dla ciebie było to teraz albo nigdy.
Jedius 9 Baka - Sob Lut 06, 2021 11:20 pm
- Nie. - odwróciłem na moment głowę w stronę chińczyka czy kimkolwiek tam był za ladą, wracając zaraz wzrokiem do starszego. Co to w ogóle za pytanie?
- Mm. Filozoficznie. - mruknąłem, obracając się ku niemu bardziej z westchnięciem, mając jeden łokieć oparty o blat. - Bo mógłbym powiedzieć, że odpowiedzialny jest granat odłamkowy. Może ten, kto go wyprodukował, może ten, kto go zaprojektował, może obsługa manufaktury... - wzruszyłem ramionami. - ...ale w gębę wsadziłem mu go ja. I takie też pewnie byłoby sądowe orzeczenie.
Rozłożyłem ręce, a potem skinieniem głowy wskazałem na drugiego faceta. - Znajomy?
Tidus - Nie Lut 07, 2021 1:16 pm
Michael skinął ku androidowi, by wszedł za nim do windy, bez kolejnego słowa dyskusji. Nie chciał przypadkiem rozzłościć latynosa jakimś źle dobranym słowem. Gdy tylko winda pojechała w górę, inżynier wypuścił z siebie głośno powietrze wraz z nerwami.
-Dzięki panowie. Grim Gallows? - spojrzał obu facetom na szyje, by przekonać się, czy te słynne krawaty-szubienice to prawda czy mit. -Nie powiem, jestem pod wrażeniem, że tak wpływowi ludzie troszczą się moim losem. Jeśli można spytać, cały napad był na wasze zlecenie?
Cinek - Pon Lut 08, 2021 2:55 pm
Irn Yankobe
Kucharz skinął ci tylko głową, trochę zbity z tropu, po czym kontynuował przygotowywanie dwóch misek ramenu. Najemnik słuchał cię z uwagą, ostatecznie uśmiechając się pod gęstymi wąsami i uderzając otwartą dłonią w twój bark, co niemal zrzuciło cię z krzesła.
-Tak myślałem, że jeszcze cię nie dopadli - niemal ryknął, śmiejąc się z nieukrywanym zadowoleniem. -Szefie, polej nam jakiejś ryżówki czy co tam masz na stanie, byle szybko!
Azjata ukłonił się kilkukrotnie, kończąc ozdabiać dwie michy zupy jakąś zieleniną, po czym postawił je przed dwójką klientów i zniknął znowu na tyłach baru, szukając zamówionego trunku. Starszy mężczyzna odchylił się, odsłaniając ci siedzącą po przeciwnej stronie postać. Widziałeś, że osoba patrzyła w twoją stronę, jednak nie widziałeś jej twarzy przez cień kaptura. Po chwili zdjęła ona go do połowy swojej głowy, odsłaniając oblicze... kobiety. Twarz rozpoznałeś od razu, jednak za nic nie mogłeś powiązać jej z nikim znajomym - a przynajmniej za pierwszym podejściem. Po dłuższej chwili jednak zdałeś sobie sprawę, że była to Ruda, twoja koleżanka po fachu. Z tym wyjątkiem, że nie była już ruda. Jej włosy były koloru brudnego blondu, miała też dosyć mocny i agresywny makijaż na twarzy, który działał niczym kamuflaż. Nic dziwnego, że nie poznałeś jej za pierwszym razem.
-Och... co za... niespodzianka. Dopiero co o tobie gadaliśmy. Możesz zdjąć tą chustę. Tutaj i tak nikogo nie ma. - powiedziała dziewczyna, zaraz po czym zabrała się za miskę ramenu. Wyglądała na naprawdę głodną.
-Hmm, no nie wiem. Nasz kolega włamywacz chyba kogoś ze sobą przyprowadził, o ile mnie stare oczy i słuch nie mylą. - powiedział najemnik, rzucając krótkim spojrzeniem ku głównej drodze, z której przyszedłeś. Zaraz po tym zwrócił się znowu do ciebie. -Widzisz... nie tylko ty jesteś tutaj poszukiwany. Mnie się upiekło, Judy jednak dostała się na listy gończe policji. Podobnie jak ty. Łowcy głów już zarezerwowali sobie wasze tyłki. Nagrody nie są duże, więc elita się wami nie zainteresuje, jednak powinniście mieć się na baczności. Masz jakiś plan? Chyba nieźle cię poturbowali na misji, szlajanie się w pojedynkę może nie być dobrym pomysłem. Judy, na przykład, poprosiła MNIE o pomoc w tej trudnej sytuacji, a damom się nie odmawia. Pieniądzom też, he he.
Na stole wylądował wąski flakonik ozdobiony w jakieś chińskie znaczki, a obok niego trzy małe kubeczki. Najemnik bez namysłu polał parującego napoju do naczynek, po czym rozstawił je przed każdym z was. Zaraz po tym przystawił do siebie miskę ramenu, odchrząknął i zabrał się do jedzenia.
Michael Aquato
Wszedłeś do windy bez kontynuowania jakichkolwiek dyskusji z dwójką członków gangu White Serpents. Nawet jakby chcieli cię teraz zatrzymać, android pewnie dokończyłby dzieła wycierania nimi podłogi. Twój sługa wysłuchał polecenia bez namysłu, podążając za tobą do środka pomieszczenia.
Kiedy drzwi zamknęły się i winda ruszyła w górę, odetchnąłeś z ulgą. Z tyłu głowy czułeś lekki niepokój, że zrobiłeś coś nie do końca dobrego, opuszczając bazę gangu bez oficjalnego zezwolenia. Jakby jednak nie patrzeć, nie miałeś zamiaru nigdzie uciekać i dałeś wszystkim o tym jasno do zrozumienia. Twoje sumienie mogło być na tą chwilę czyste, no może nie licząc faktu czynnego udziału w napadzie na jeden z magazynów największej Korporacji w mieście.
-Oho, widzę, że nasza sława nas wyprzedza - odezwał się mężczyzna z białymi oczami po tym, jak rozpoznałeś nazwę ich mafii. Chyba było w tym trochę sarkazmu. -Oczywiście. Troszczymy się o każdego, kto troszczy się o nasze interesy, na tym to polega. Jesteśmy biznesmenami i potrafimy docenić czyjś wkład w nasze zyski. Ryzykowałeś życiem abyśmy my mogli osiągnąć sukces. Nie tak jak tamci dwaj "strażnicy windy", marnujący nasz czas. Bezużyteczne darmozjady.
Nie byłeś w stanie ocenić z tonu wypowiedzi na ile facet naprawdę był ci wdzięczny, nie czułeś jednak od niego zbytniej wrogości. Wiedziałeś jednak, że musi być naprawdę silny i wpływowy, skoro w taki sposób potraktował członka zaprzyjaźnionego gangu w jego własnym "domu". W świetle windy miałeś też chwilę czasu, aby przyjrzeć się ich krawatom. Plotki zasłyszane w barach okazały się jak najbardziej prawdą - krawaty pomimo standardowego kształtu, z samego koloru jak i tekstury przypominały pleciony sznur, zaś węzeł przy kołnierzyku koszuli był identyczny jak wiązanie stosowane w przypadku stryczka. Wąski, elegancki, jednak na swój sposób przerażający. Winda pięła się dalej w górę.
-Nie do końca masz rację - kontynuował mężczyzna, uśmiechając się przyjacielsko. -Napad na magazyn Korporacji nie był naszym pomysłem. Dostaliśmy ofertę otrzymania androida w zamian za udostępnienie White Serpents pewnych kontaktów i dróg handlowych związanych z dystrybucją ich... towarów. Szczegóły objęte są tajemnicą, więc ich ci nie zdradzę. Opiekuj się dobrze naszym przyszłym przyjacielem, mamy wobec niego naprawdę duże plany. Jeśli będziesz miał jakieś wątpliwości...
Mężczyzna spoważniał, na co przeszły cię lekko ciarki. Podszedł bliżej ciebie sięgając do wnętrza swojej marynarki, jakby chciał z niej coś wyciągnąć. Odruchowo cofnąłeś się krok do tyłu, kątem oka zobaczyłeś jakiś ruch, jednak dopiero po kilku sekundach zdałeś sobie sprawę, że przy skroni członka Grim Gallows znalazła się lufa pistoletu V-Eagle, trzymanego przez androida. Ten pierwszy zamarł w bezruchu.
-Niesamowite... zobaczyć to coś w akcji na własne oczy - powiedział mężczyzna z wyraźnym podziwem w głosie. Jego kolega nawet nie drgnął, jakby niezbyt przejmując się całą sytuacją. Uważnie jednak obserwował androida. -Chcę tylko wyjąć wizytówkę. O, zobacz.
Mężczyzna płynnym obrotem nadgarstka wyciągnął schowaną w marynarce dłoń na wierzch. Pomiędzy dwoma palcami znajdowała się czarna karteczka, którą powolnym ruchem skierował w twoją stronę, sugerując abyś ją wziął. Android dalej trzymał broń przy jego głowie.
Winda z cichym sapnięciem zatrzymała się, drzwi otworzyły się ukazując wnętrze jakiegoś dużego, ciemnego pomieszczenia wypełnionego stojakami z ubraniami. Było w zupełności puste, panowała tu też kompletna cisza.
|
|